wtorek, 6 listopada 2012

01x05


,-Stefan? – byłam zszokowana widząc go w progu. Po tych wielu dniach, poszukując go, on nagle zjawia się jak gdyby nigdy nic. Zza moich pleców pojawił się półnagi Damon.
-„Ciekawe co też o nas myśli Stefan…” – pomyślałam ponuro. Chłopak przeskakiwał wzrokiem ze mnie na Damona i na odwrót. Widać było, że jest smutny. Jego zielone oczy jakby straciły ten blask, który tak kochałam. Poczułam się nieco zażenowana.
-Witaj braciszku. Co cię do nas sprowadza? – jak na złość starszy Salvatore próbował sprowokować młodszego. Objął mnie w talii i lekko przyciągnął do siebie.
-Widzę, że nieźle się bawicie beze mnie. – odparł wyzutym z uczuć głosem Stefan. Damon uśmiechnął się ironicznie na tą uwagę, za to ja inaczej zareagowałam:
-To nie tak jak myślisz…Po prostu straciłam nadzieję, że kiedykolwiek przyjdziesz, powiesz mi: kocham Cię, przytulisz….Wiesz ile na Ciebie czekałam? Usychałam z tęsknoty za Tobą, walczyłam nawet z Pierwotnymi, żeby tylko Cię ocalić. A ty co? Powiedziałeś: Nie chcę być z tobą. Tak po prostu przekreśliłeś nasz związek. I co? Mam ci się teraz rzucić na szyję? O nie, mój drogi, nie jestem taka. Może Katherine by tak zrobiła….- nie dokończyłam swojej tyrady, gdyż Stefan wparował mi ze swoją „przemową”:
- Nie mieszaj do tego Katherine! – aż buzowała w nim wściekłość. Ja dopiero teraz zauważyłam, że nadal mu na niej zależy.
-Nadal ją kochasz…- szepnęłam. Damon przyglądający się naszej rozmowie uniósł brwi. Jego kochany, młodszy braciszek zakochany w tej podłej suce? W moich oczach zaszkliły się łzy. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Stefan tylko spuścił głowę. Wycofałam się chyłkiem do środka, zostawiając Damona sam na sam ze Stefanem. Pobiegłam do pokoju czarnowłosego i trzasnęłam drzwiami. Wciąż w mojej głowie obijały się słowa Stefana: „Nie mieszaj do tego Katherine!” oraz jego mina, gdy stwierdziłam, że on nadal ją kocha. Usiadłam na łóżku i wyciągnęłam jakiś zeszyt. Szkoda, że nie wzięłam mojego pamiętnika….
Drogi Pamiętniczku,
To, co dziś usłyszałam z ust Stefana było dla mnie szokiem. On nadal ją kocha! A ja głupia myślałam, że to Damonowi zależy na jej powrocie. Czuję się wykorzystana. Stefan udawał tylko miłość do mnie, bo myślał, że zmienię się w drugą Katherine. Za to Damon jest inny. Czuły, delikatny, troskliwy…Chce mnie ochronić przed całym złem tego świata. I ja przez te 2 lata raniłam go na każdym kroku….Nie mogę sobie tego darować. Muszę mu to teraz wynagrodzić.
                                                                                 Twoja na zawsze, Elena.”
Skończywszy pisać, schowałam zeszyt pod łóżko tam skąd go wyciągnęłam. W tejże samej chwili do pokoju wszedł Damon. Widział w jakim jestem stanie. Podszedł do mnie i uklęknął przede mną. Nieśmiało spojrzałam w jego oczy. Zdawało się, że aż tyle emocji nie może się kłębić w człowieku, ale u niego było inaczej. Był żywiołowy, spontaniczny, ironiczny, sarkastyczny….miał tyle cech, że aż trudno je teraz wymienić. Patrzył się na mnie tym łsmutnym wzrokiem oznaczającym tylko jedno: nie smuć się, wszystko będzie dobrze. Ale nic nie mogło byś dobrze… Po pierwsze: straciłam najlepszą przyjaciółkę, po drugie: chłopak, którego kiedyś kochałam okazał się zwykłym oszustem.
-Eleno….- chciał coś powiedzieć, lecz zobaczywszy moją cierpiąca minę, zamilkł.
-Ja mu ufałam….Ja za niego walczyłam…Gotowa byłam za niego umrzeć, a on co? – rozpaczałam. Chwyciłam się za głowę, która teraz dała o sobie znać. Damon pomógł mi się położyć i przykrył mnie kołdrą. Zaraz potem położył się obok mnie. Automatycznie położyłam głowę na jego torsie. Mogłam się do woli upajać zmysłowym zapachem perfum Damona.
-Elena? – usłyszawszy jego niebiański głos, uniosłam lekko głowę i zerknęłam na niego. Wpatrywał się we mnie uważnie.
-Tak? – przełknęłam ślinę oczekując na dalszy ciąg.
- Nigdy, przenigdy nie zostawię cię samą. – odpowiedział z mocą i zdeterminowaniem. Wtedy pojęłam jak bardzo on mnie kocha. Jego bezgraniczna miłość do mnie doprowadzała go do szaleństwa. Teraz to zrozumiałam. Tak ukontestowana zasnęłam….
                                                            

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz