poniedziałek, 12 listopada 2012

01x10



Nad ranem:
Otworzyłam jedno oko. Leżałam unieruchomiona przez ramię Damona. Uniosłam lekko głowę. W głowie huczał mi potworny ból. Obróciłam się na tyle, ile się dało. Obok mnie spał Damon. Rozczulił mnie ten widok. Usta rozkosznie przypominające teraz ‘dzióbek’ aż prosiły się, aby je pocałować. Kosmyk jego czarnych włosów opadł mu na czoło przez co wyglądał jak beztroski chłopak. Nie wiem czemu, ale byłam z nim szalenie szczęśliwa. Nie to co Stefan…Ten to ostatnio przysparzał mi coraz więcej kłopotów i zmartwień. Wtuliłam twarz w poduszkę. Pachniała Nim. Byliśmy kompletnie nadzy.
-„Ciekawe co się wczoraj wydarzyło…”- pomyślałam zaciekawiona, gdyż usiłowawszy sięgnąć pamięcią do wczorajszego wieczoru miałam kompletną lukę. Zmarszczyłam brwi. Czyżby abym aż tak się upiła? Albo Damon zrobił to celowo….Spojrzałam ponownie na niego. Spał obok mnie taki bezbronny. Musnęłam palcem po jego idealnym bicepsie. Na jego twarzy pojawił się znajomy uśmiech. Mruknął i uwolnił mnie spod swego ramienia. Wtulił się w poduszkę i zachrapał. Skrzywiłam się i wstałam z łóżka. Zerknęłam w dół. Jestem naga! W pośpiechu zarzuciłam koszulę Damona, wiszącą na krześle. Cicho wyszłam z sypialni, aby nie obudzić czarnowłosego. Podreptałam na dół, aby zrobić sobie śniadanie, gdy w kuchni zobaczyłam…Stefana! Stał oparty o blat i patrzył na mnie tymi swoimi szmaragdowymi oczami. Poczułam się nieswojo. Miałam na sobie tylko koszulę, a Stefan mógł ją zedrzeć jednym ruchem.
-Cześć…- przywitałam się i podeszłam do blatu, aby nalać sobie soku pomarańczowego.
-Widzę, że nieźle się zabawiliście…- odparł cierpko młodszy Salvatore wskazując na salon. Zamarłam. To co tam zastałam to przechodziło ludzkie pojęcie. Książki leżały po podłodze, szkło walało się po podłodze, a stół był pęknięty w pół. Przełknęłam głośno ślinę.
-Ja..tego…nic…nie pamiętam…- wyjąkałam.
-Nic dziwnego. W barku nie ma już alkoholu. Wypiliście 5 butelek. – skrzywił się Stefan.
-Niemożliwe! – wykrzyknęłam. W tej chwili doszedł do nas Damon. Był cały rozespany i wyglądał prze słodko z tymi rozwichrzonymi, czarnymi włosami. Na sobie miał tylko swoje ciemne dżinsy.
-Witaj Stefanio. Co Ciebie do nas sprowadza? – Damon jak zwykle sypał sarkazmem jak z rękawa.
-Możesz mi powiedzieć co tu się stało? W życiu nie widziałem większego pobojowiska. – Stefan zmarszczył brwi, ignorując docinkę brata. Starszy Salvatore tylko uśmiechnął się.
-A ja owszem…- mruknął i siadł na krześle.
-Kiedy?! – zagrzmiał Stefan i oparł dłonie na stole.
-Nie pamiętasz? Hoho, kiedy to było? Zdaje się, że to był rok 1920 rok. Musiałem po tobie i Rebece sprzątać. Niezły bajzel zastałem tam po was. – przypomniał sobie Damon. Ja stałam z boku, obserwując to wszystko jakbym była tylko widzem. W końcu Damon spostrzegł mnie i uśmiechnął się diabolicznie.
-Ja nieźle się zabawiałem…- na te słowa uniosłam brwi.
-Co my właściwie robiliśmy? – spytałam go, odstawiając szklankę na bok. Złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
-To, o czym marzyłaś już od dawna ze mną zrobić. – pocałował mnie w szyję. We mnie powoli zaczęła wstępować irytacja i rozdrażnienie.
-Czy ty mnie celowo upiłeś? – spytałam go ponownie groźnym tonem.
-Boże broń! – uniósł ręce do góry. Ja stanęłam podpierając się pod boki rękoma.
-Mam prawo tak sądzić, patrząc na zniszczenia. – kiwnęłam głową w stronę salonu.
- Naprawdę tego nie pamiętasz? – ja na to pokręciłam przecząco głową. On westchnął „rozczarowany”.
-Oj, kochana to rzeczywiście za dużo wypiłaś…- rzekł i roześmiał się….

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz