Nad ranem:
Otworzyłam jedno oko. Leżałam unieruchomiona przez
ramię Damona. Uniosłam lekko głowę. W głowie huczał mi potworny ból. Obróciłam
się na tyle, ile się dało. Obok mnie spał Damon. Rozczulił mnie ten widok. Usta
rozkosznie przypominające teraz ‘dzióbek’ aż prosiły się, aby je pocałować.
Kosmyk jego czarnych włosów opadł mu na czoło przez co wyglądał jak beztroski
chłopak. Nie wiem czemu, ale byłam z nim szalenie szczęśliwa. Nie to co
Stefan…Ten to ostatnio przysparzał mi coraz więcej kłopotów i zmartwień.
Wtuliłam twarz w poduszkę. Pachniała Nim. Byliśmy kompletnie nadzy.
-„Ciekawe co się wczoraj wydarzyło…”- pomyślałam
zaciekawiona, gdyż usiłowawszy sięgnąć pamięcią do wczorajszego wieczoru miałam
kompletną lukę. Zmarszczyłam brwi. Czyżby abym aż tak się upiła? Albo Damon
zrobił to celowo….Spojrzałam ponownie na niego. Spał obok mnie taki bezbronny.
Musnęłam palcem po jego idealnym bicepsie. Na jego twarzy pojawił się znajomy
uśmiech. Mruknął i uwolnił mnie spod swego ramienia. Wtulił się w poduszkę i
zachrapał. Skrzywiłam się i wstałam z łóżka. Zerknęłam w dół. Jestem naga! W
pośpiechu zarzuciłam koszulę Damona, wiszącą na krześle. Cicho wyszłam z
sypialni, aby nie obudzić czarnowłosego. Podreptałam na dół, aby zrobić sobie
śniadanie, gdy w kuchni zobaczyłam…Stefana! Stał oparty o blat i patrzył na
mnie tymi swoimi szmaragdowymi oczami. Poczułam się nieswojo. Miałam na sobie
tylko koszulę, a Stefan mógł ją zedrzeć jednym ruchem.
-Cześć…- przywitałam się i podeszłam do blatu, aby
nalać sobie soku pomarańczowego.
-Widzę, że nieźle się zabawiliście…- odparł cierpko
młodszy Salvatore wskazując na salon. Zamarłam. To co tam zastałam to
przechodziło ludzkie pojęcie. Książki leżały po podłodze, szkło walało się po
podłodze, a stół był pęknięty w pół. Przełknęłam głośno ślinę.
-Ja..tego…nic…nie pamiętam…- wyjąkałam.
-Nic dziwnego. W barku nie ma już alkoholu.
Wypiliście 5 butelek. – skrzywił się Stefan.
-Niemożliwe! – wykrzyknęłam. W tej chwili doszedł do
nas Damon. Był cały rozespany i wyglądał prze słodko z tymi rozwichrzonymi,
czarnymi włosami. Na sobie miał tylko swoje ciemne dżinsy.
-Witaj Stefanio. Co Ciebie do nas sprowadza? – Damon
jak zwykle sypał sarkazmem jak z rękawa.
-Możesz mi powiedzieć co tu się stało? W życiu nie
widziałem większego pobojowiska. – Stefan zmarszczył brwi, ignorując docinkę
brata. Starszy Salvatore tylko uśmiechnął się.
-A ja owszem…- mruknął i siadł na krześle.
-Kiedy?! – zagrzmiał Stefan i oparł dłonie na stole.
-Nie pamiętasz? Hoho, kiedy to było? Zdaje się, że
to był rok 1920 rok. Musiałem po tobie i Rebece sprzątać. Niezły bajzel
zastałem tam po was. – przypomniał sobie Damon. Ja stałam z boku, obserwując to
wszystko jakbym była tylko widzem. W końcu Damon spostrzegł mnie i uśmiechnął
się diabolicznie.
-Ja nieźle się zabawiałem…- na te słowa uniosłam
brwi.
-Co my właściwie robiliśmy? – spytałam go,
odstawiając szklankę na bok. Złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
-To, o czym marzyłaś już od dawna ze mną zrobić. –
pocałował mnie w szyję. We mnie powoli zaczęła wstępować irytacja i
rozdrażnienie.
-Czy ty mnie celowo upiłeś? – spytałam go ponownie
groźnym tonem.
-Boże broń! – uniósł ręce do góry. Ja stanęłam
podpierając się pod boki rękoma.
-Mam prawo tak sądzić, patrząc na zniszczenia. –
kiwnęłam głową w stronę salonu.
- Naprawdę tego nie pamiętasz? – ja na to pokręciłam
przecząco głową. On westchnął „rozczarowany”.
-Oj, kochana to rzeczywiście za dużo wypiłaś…- rzekł
i roześmiał się….
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz