W ponurym nastroju dotarłam na miejsce spotkania.
Caroline już tam była. Ubrana była w beżowy płaszcz, karmelowe kozaki za kolano
i czerowny beret na głowie. Podeszłam do niej. Dziewczyna na mój widok
przekręciła głowę.
-Coś ty taka ponura? – spytała, biorąc mnie pod
ramię. Szłyśmy niespiesznym krokiem w stronę centrum handlowego.
-Dzisiaj mam taki nastrój. – westchnęłam. Czasami
miałam skłonność do melancholii.
-El, wiem, że coś się dzieje. Powiedz mi tu i to
natychmiast! – stanęłyśmy. Caroline przeszywała mnie wzrokiem.
-No bo widzisz…Chdzi tu o Klausa….- zerknęłam
ukradkiem na nią. Jej mina radykalnie się zmieniła.
-Znowu coś na niego macie?! Wiesz dobrze, że go
kocham! On nikomu nic nie zrobi! A jak było z Tobą i Damonem? Wspierałam cię! A
ty mi się tak odpłacasz?! – wybuchła. Caroline kocha Klausa? Uniosłam brew.
Dziewczyna, zauważywszy, że palnęła głupotę zarumieniła się.
-No…to…nie tak jak myślisz. El, ja kocham Tylera,
lecz w naszym związku czegoś brakuje. Nie wiem….Namiętności, pasji? A Klaus…hmm…Sam
mnie do siebie przyciąga. Jest w nim coś, czemu nie mogę się oprzeć. – Caroline
mówiła coraz szybciej.
-Doskonal cie rozumiem. – tu uśmiechnęłam się. -…a
teraz chodź! – pociągnęłam ją za łokieć i weszłyśmy do galerii. W tle leciała
muza: 3OH!3 - Don't Trust Me
Rozejrzałam się. Zewsząd otaczały mnie wystawy pełne
ciuchów, butów i innych akcesoriów.
-Chodźmy tutaj! –
Caroline wskazała na sklep H&M. Kiwnęłam głową i ruszyłam za nią.
Poruszałyśmy się między rzędami ubrań, szukając czegoś odpowiedniego dla mnie.
Około godziny później wychodziłam Ze sklepu z dumną miną. Wybrałam ten zestaw:
-Damon oszaleje jak cię w tym zobaczy – skomentowała
Caroline. Lekko przyrumieniłam się. Poszłyśmy jeszcze do kilku sklepów, aby
Caroline też coś sobie kupiła. Wybrała to:
-No to chodźmy na kawę. – Caroline przyspieszyła
krok. Weszłyśmy do Starbucks’a. Zamówiłyśmy dwie kawy – Caroline wzięła
karmelową, a ja moją ulubioną – miętową. Do tego dwa ciastka. Usiadłyśmy w
kącie kawiarni.
-No więc? – Caroline uniosła brew.
-Co no więc? – zmarszczyłam brwi, nie rozumiejąc.
-Oh, Elena, nie udawaj głupiej. Jak tam między tobą,
a Damonem? – przewróciła oczami.
-A jak ma być? – odpowiedziałam podejrzliwie.
-No nie wiem…Cudownie, romantycznie, zajebiście….-
Caroline zaczęła wyliczać, więc postanowiłam ją nieco przystopować.
-Z Damonem jest fantastycznie, ale już podjęłam już
decyzję. – oznajmiłam jej poważnie. W jej oczach zauważyłam zdezorientowanie.
-Jaką decyzję? – Caroline była wyraźnie zaskoczona.
Łamałam sobie palce.
-Muszę wyjechać. Odetchnąć od tego wszystkiego. –
starałam się nie patrzeć na nią, więc patrzyłam na ludzi kręcących się po
galerii.
-El, czy ty wiesz co robisz?! Damon oszaleje i
wymorduje pół miasta! Tego chcesz?! – syknęła do mnie. Otworzyłam usat, ale nic
nie odpowiedziałam. To też była prawda. Zacisnęłam dłonie na filiżance.
-Muszę nabrać dystansu do tego wszystkiego….-
zamyśliłam się.
-To dlatego szykujesz tą kolację….- domyśliła się.
Nic jej nie odpowiedziałam, tylko kiwnęłam głową. Poczułam lekkie pieczenie. Z
moich oczu popłynęły łzy.
-Nie musisz tego robić….- dotknęła mojej ręki, aby
mnie pocieszyć. Uśmiechnęłam się lekko.
-Wiem, ale nie chcę, aby przeze mnie zginął. Muszę
sama to wyjaśnić. – spojrzałam na zegarek. Była 17:45.
-Ojej, muszę już iść. Muszę coś przyszykować i
ogólnie…- wstałam i zapłaciłam. Szybko wyszłyśmy z galerii. Pożegnałam się z
nią i biegiem wróciłam do rezydencji Salvatore’ów. Wbiegłam na górę i rzuciłam
rzeczy na łóżko Damona. Nikogo w domu nie było, więc postanowiłam wziąć prysznic
i przemyśleć to co mam powiedzieć mojemu ukochanemu….


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz