sobota, 17 listopada 2012

01x12



Gdy dobiegłam do rezydencji, Damon już tam był. Weszłam do chłodnej sieni. Zdjęłam buty i udałam się na górę, ignorując siedzącego w salonie Salvatore’a. Rozpuściłam włosy i zrzuciłam spocony dres. Weszłam pod prysznic. Usiłowałam przetrawić informacje przekazane mi przez Elijaha. Przez szum wody nie usłyszałam jak do pokoju wszedł Damon. W moje myśli wkradł się tajemniczy Garrett. Czego chciał od niego? Te myśli nie dawały mi spokoju. Ufałam Damonowi, a on miał przede mną tajemnice. Po 10 minutach skończyła się woda i owinęłam się ręcznikiem. Otworzyłam drzwi i w nich ujrzałam mojego boskiego Adonisa. Jednak nie uległam jego czarowi. Twardo na niego patrzyłam. Założyłam ręce na piersiach.
-Masz mi coś do powiedzenia? – spytałam go, nie odrywając oczu od jego. Z pewną dozą satysfakcji widziałam jak źrenice w oczach Damona rozszerzają się ze strachu.
-Nie, a co? – spojrzał na mnie podejrzliwie. Czarne, krzaczaste brwi utworzyły jedną kreskę nad jego oczami.
-A mówi ci coś nazwisko Garrett McLaren? – minęłam go i stanęłam po przeciwnej stronie łóżka.
-Skąd go znasz? – w błyskawicznym tempie znalazł się przy mnie i chwycił mocno za moje ramiona. Jęknęłam. To bardzo bolało.
-Możesz…mnie…puścić? – wyjęczałam. Ale jego uścisk wcale nie zelżał. Wręcz przeciwnie. Jego oczy pociemniały. Wyłączył uczucia! Ugięły się pode mną nogi. W tejże chwili do pokoju wpadł zaniepokojony Stefan. Zauważywszy go, cichym szeptem poprosiłam go o pomoc. Młodszy Salvatore chwycił Damona za kołnierz jego koszuli i odrzucił go na sąsiednią ścianę. Półka z książkami zachwiała się i książki spadły na głowę Damona. Upadł nieprzytomny. Stefan w tym czasie trzymał mnie w swoich ramionach. Drżałam niekontrolowanie, wczepiwszy się w mojego byłego chłopaka. Łzy leciały mi ciurkiem. Widząc nieprzytomnego Damona, serce mi pękało na dwoje. Życie bez niego nie byłoby takie same…Nigdy… Oderwawszy się od zielonookiego podbiegłam do Damona, nadal drżąc. Ściągnęłam książki z ciała mego ukochanego. Usłyszałam jego cichy jęk. Odetchnęłam z ulgą. Tak, wiem, nie można w ten sposób zabić wampira, ale myślałam, że coś mu się stało. Odwróciłam go na plecy. Tym razem jego jęk był głośniejszy. Z jego czoła płynęła krew. Starłam ją moim palcem i włożyłam go do ust. Nie było w tym nic z podtekstu seksualnego. Po prostu musiałam….
-Eleno, co ty robisz? – Damon przypatrywał mi się z ciekawością. Pod wpływem jego wzroku spuściłam palec i zarumieniłam się ze wstydu.
-Ekhem….- tę intymną chwilę przerwało chrząknięcie Stefana.
-A ten co tu robi? Aha, to on mnie popchnął…Rozumiem.- mruknął niezadowolony Damon. Podniósł się z podłogi i otrzepał się. Ja nadal klęczałam.
-Mógłbyś sobie darować te twoje docinki…Powinieneś mi być wdzięczny za to, że uratowałem życie Elenie. Gdyby nie ja, to byś wyssał z niej krew. – oburzył się Stefan, zaciskając usta w jedną kreskę.
-Zawsze wiedziałem, że jesteś zarozumiałym dupkiem. – przewrócił oczami starszy Salvatore, udając oburzonego. W głębi serca był mu wdzięczny za to, że uratował jego ukochaną, lecz do tego się nie przyznawał. Ja wolno wstałam z klęczek.
-Możecie choć raz się nie kłócić? – mruknęłam. Damon natychmiast przeniósł wzrok na mnie. Wyciągnął dłoń do mnie. Po tym co zobaczyłam i przeżyłam, zawahałam się. Czarnowłosy pewnie to wyczuł, gdyż opuścił dłoń. Bałam się mu spojrzeć prosto w oczy, gdyż nie chciałam zobaczyć w nich cierpienia, którym tak teraz kipiał.
-Rozumiem…- powiedział tylko i już go nie było.
-Damon! – krzyknęłam tylko za nim i wybuchłam niekontrolowanym płaczem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz