Gdy dobiegłam do rezydencji, Damon już tam był.
Weszłam do chłodnej sieni. Zdjęłam buty i udałam się na górę, ignorując
siedzącego w salonie Salvatore’a. Rozpuściłam włosy i zrzuciłam spocony dres.
Weszłam pod prysznic. Usiłowałam przetrawić informacje przekazane mi przez
Elijaha. Przez szum wody nie usłyszałam jak do pokoju wszedł Damon. W moje
myśli wkradł się tajemniczy Garrett. Czego chciał od niego? Te myśli nie dawały
mi spokoju. Ufałam Damonowi, a on miał przede mną tajemnice. Po 10 minutach
skończyła się woda i owinęłam się ręcznikiem. Otworzyłam drzwi i w nich
ujrzałam mojego boskiego Adonisa. Jednak nie uległam jego czarowi. Twardo na
niego patrzyłam. Założyłam ręce na piersiach.
-Masz mi coś do powiedzenia? – spytałam go, nie
odrywając oczu od jego. Z pewną dozą satysfakcji widziałam jak źrenice w oczach
Damona rozszerzają się ze strachu.
-Nie, a co? – spojrzał na mnie podejrzliwie. Czarne,
krzaczaste brwi utworzyły jedną kreskę nad jego oczami.
-A mówi ci coś nazwisko Garrett McLaren? – minęłam
go i stanęłam po przeciwnej stronie łóżka.
-Skąd go znasz? – w błyskawicznym tempie znalazł się
przy mnie i chwycił mocno za moje ramiona. Jęknęłam. To bardzo bolało.
-Możesz…mnie…puścić? – wyjęczałam. Ale jego uścisk
wcale nie zelżał. Wręcz przeciwnie. Jego oczy pociemniały. Wyłączył uczucia!
Ugięły się pode mną nogi. W tejże chwili do pokoju wpadł zaniepokojony Stefan.
Zauważywszy go, cichym szeptem poprosiłam go o pomoc. Młodszy Salvatore chwycił
Damona za kołnierz jego koszuli i odrzucił go na sąsiednią ścianę. Półka z
książkami zachwiała się i książki spadły na głowę Damona. Upadł nieprzytomny.
Stefan w tym czasie trzymał mnie w swoich ramionach. Drżałam niekontrolowanie,
wczepiwszy się w mojego byłego chłopaka. Łzy leciały mi ciurkiem. Widząc
nieprzytomnego Damona, serce mi pękało na dwoje. Życie bez niego nie byłoby
takie same…Nigdy… Oderwawszy się od zielonookiego podbiegłam do Damona, nadal
drżąc. Ściągnęłam książki z ciała mego ukochanego. Usłyszałam jego cichy jęk.
Odetchnęłam z ulgą. Tak, wiem, nie można w ten sposób zabić wampira, ale
myślałam, że coś mu się stało. Odwróciłam go na plecy. Tym razem jego jęk był
głośniejszy. Z jego czoła płynęła krew. Starłam ją moim palcem i włożyłam go do
ust. Nie było w tym nic z podtekstu seksualnego. Po prostu musiałam….
-Eleno, co ty robisz? – Damon przypatrywał mi się z
ciekawością. Pod wpływem jego wzroku spuściłam palec i zarumieniłam się ze
wstydu.
-Ekhem….- tę intymną chwilę przerwało chrząknięcie
Stefana.
-A ten co tu robi? Aha, to on mnie
popchnął…Rozumiem.- mruknął niezadowolony Damon. Podniósł się z podłogi i
otrzepał się. Ja nadal klęczałam.
-Mógłbyś sobie darować te twoje docinki…Powinieneś
mi być wdzięczny za to, że uratowałem życie Elenie. Gdyby nie ja, to byś wyssał
z niej krew. – oburzył się Stefan, zaciskając usta w jedną kreskę.
-Zawsze wiedziałem, że jesteś zarozumiałym dupkiem.
– przewrócił oczami starszy Salvatore, udając oburzonego. W głębi serca był mu
wdzięczny za to, że uratował jego ukochaną, lecz do tego się nie przyznawał. Ja
wolno wstałam z klęczek.
-Możecie choć raz się nie kłócić? – mruknęłam. Damon
natychmiast przeniósł wzrok na mnie. Wyciągnął dłoń do mnie. Po tym co
zobaczyłam i przeżyłam, zawahałam się. Czarnowłosy pewnie to wyczuł, gdyż
opuścił dłoń. Bałam się mu spojrzeć prosto w oczy, gdyż nie chciałam zobaczyć w
nich cierpienia, którym tak teraz kipiał.
-Rozumiem…- powiedział tylko i już go nie było.
-Damon! – krzyknęłam tylko za nim i wybuchłam
niekontrolowanym płaczem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz