Leżeliśmy na trawie, przykryci tylko kurtką Damona i
milczeliśmy wsłuchiwując się w dźwięki leniwie spadającej wody. Dla mnie teraz
nic się nie liczyło, oprócz tego aby być z Damonem na wieki. Gładziłam go
delikatnie po ramieniu. Patrzyłam z zafascynowaniem na linię jego żył. On tylko
mruczał zadowolony. Oparłam głowę o jego nagi tors. Zaciągnęłam się i
wypuściłam powietrze ustami. Jego zapach był nieziemski. Nie mógł się z niczym
równać.
-Nie jest ci zimno? – usłyszałam jego niebiański
głos.
-Nieeem. – mruknęłam w odpowiedzi zbyt rozmarzona,
aby o czymkolwiek myśleć.
-Eleno. – uniosłam głowę z lekkim poirytowaniem.
Damon patrzył się na mnie z zaniepokojeniem. Przewróciłam oczami.
-Jak mówię, że nie jest mi zimno to nie jest! Cicho
siedź! – ofuknęłam go i spowrotem wróciłam do poprzedniej czynności. Mężczyzna
uśmiechnął się pod nosem. W kieszeni mojej kurtki zawibrował mój telefon.
Wyciągnęłam go i spojrzałam na wyświetlacz. No tak. 7 nieodebranych połączeń od
Stefana. Już miałam odebrać, gdy potem nie miałam go w ręce. Ogłupiała
spojrzałam na swoja rękę.
-Telefon Eleny Gilbert, słucham. – odebrał Damon.
Zmarszczyłam brwi.
-Nie musisz się tak drzeć braciszku. Jest ze mną i w
tej chwili jest zajęta. – odpowiedział do słuchawki i rozłączył się.
-Musiałeś być taki chamski? – spytałam go, unosząc
brew.
-A odkąd się o niego tak martwisz? Przecież nie jest
dla Ciebie kimś ważnym…A tak, zapomniałem, jesteś jego byłą. – zironizował chłopak.
Wkurzyłam się. Poszukałam swoich rzeczy i wciągałam je jak najszybciej.
-Musisz się z tym pogodzić, że on będzie częścią
mojego życia! – wykrzyczałam mu w twarz. Wiatr rozwiewał nasze włosy.
-Ty nadal go kochasz…- wyszeptał. Nie wiem skąd, ale
wiatr przybrał na sile. Spuściłam głowę. Po mojej twarzy spłynęła łza.
-A to co się stało, to co było dla Ciebie?!
Pocieszasz się mną?! Jesteś taka sama jak Katherine! – wykrzyczał mi w twarz.
Nie kontrolowałam już swoich łez. Płynęły ciurkiem po mojej twarzy. Słuchałam
raniących mnie słów, milcząc.
-Nieprawda…- wychlipałam. Jego zimny wzrok przeszył
mnie na wylot. W tej chwili stali obok siebie zupełnie obcy sobie ludzie.
-Lepiej będzie jak…się rozstaniemy. – Damon cofnął
się o krok.
-Nie…Damon, proszę! – drżałam jak osika na wietrze.
Wyciągnęłam do niego ręce, lecz on odwrócił się i poszedł. Ja stałam jak
skamieniała, patrząc jak odchodzi i znika między drzewami. Odzyskałam czucie w nogach i ruszyłam
biegiem, aby go dogonić.
-DAMON! –mój krzyk rozniósł się po lesie. Nikt mi
nie odpowiedział tylko echo rozniosło się między drzewa. Powietrze przeszył mój
przenikliwy szloch. Upadłam na kolana. Na szczęście było miękko, gdyż ziemia
była usłana mokrymi liśćmi. Ukryłam twarz w dłoniach. Dlaczego musiało się tak
skończyć? Już było tak dobrze, a ja znów sknociłam sprawę. A zresztą…Moje
relacje z Damonem zawsze były skomplikowane. Przyciągaliśmy się jak dwa
magnesy, a potem odpychaliśmy.
-Eleno…- czyjaś dłoń dotknęła mojego ramienia.
Uniosłam zapłakaną twarz. Nade mną stał Stefan, a dalej Klaus.
-Oh Stefanie! – rozpłakałam się znów i rzuciłam mu
się w ramiona. Przytulił mnie czule i głaskał mnie włosach, szeptając coś
cichym głosem.
-Znajdziemy drania. – usłyszałam zjadliwy głos
Klausa. Przeniosłam na niego wzrok.
-Nic mu nie zrobicie! Stefan…- odwróciłam się do
niego, wzrokiem prosząc go o wsparcie.
-Klaus, opanuj się. Widzisz jak jej zależy. –
mężczyźni przez chwilę mierzyli się wzrokiem, aż w końcu Klaus odpuścił.
Podniósł ręce w geście poddania.
-Dobra, dobra. Poddaję się. Szukajcie go, ale beze
mnie. – odwrócił się i zniknął.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz