poniedziałek, 19 listopada 2012

01x15



Leżeliśmy na trawie, przykryci tylko kurtką Damona i milczeliśmy wsłuchiwując się w dźwięki leniwie spadającej wody. Dla mnie teraz nic się nie liczyło, oprócz tego aby być z Damonem na wieki. Gładziłam go delikatnie po ramieniu. Patrzyłam z zafascynowaniem na linię jego żył. On tylko mruczał zadowolony. Oparłam głowę o jego nagi tors. Zaciągnęłam się i wypuściłam powietrze ustami. Jego zapach był nieziemski. Nie mógł się z niczym równać.
-Nie jest ci zimno? – usłyszałam jego niebiański głos.
-Nieeem. – mruknęłam w odpowiedzi zbyt rozmarzona, aby o czymkolwiek myśleć.
-Eleno. – uniosłam głowę z lekkim poirytowaniem. Damon patrzył się na mnie z zaniepokojeniem. Przewróciłam oczami.
-Jak mówię, że nie jest mi zimno to nie jest! Cicho siedź! – ofuknęłam go i spowrotem wróciłam do poprzedniej czynności. Mężczyzna uśmiechnął się pod nosem. W kieszeni mojej kurtki zawibrował mój telefon. Wyciągnęłam go i spojrzałam na wyświetlacz. No tak. 7 nieodebranych połączeń od Stefana. Już miałam odebrać, gdy potem nie miałam go w ręce. Ogłupiała spojrzałam na swoja rękę.
-Telefon Eleny Gilbert, słucham. – odebrał Damon. Zmarszczyłam brwi.
-Nie musisz się tak drzeć braciszku. Jest ze mną i w tej chwili jest zajęta. – odpowiedział do słuchawki i rozłączył się.
-Musiałeś być taki chamski? – spytałam go, unosząc brew.
-A odkąd się o niego tak martwisz? Przecież nie jest dla Ciebie kimś ważnym…A tak, zapomniałem, jesteś jego byłą. – zironizował chłopak. Wkurzyłam się. Poszukałam swoich rzeczy i wciągałam je jak najszybciej.
-Musisz się z tym pogodzić, że on będzie częścią mojego życia! – wykrzyczałam mu w twarz. Wiatr rozwiewał nasze włosy.
-Ty nadal go kochasz…- wyszeptał. Nie wiem skąd, ale wiatr przybrał na sile. Spuściłam głowę. Po mojej twarzy spłynęła łza.
-A to co się stało, to co było dla Ciebie?! Pocieszasz się mną?! Jesteś taka sama jak Katherine! – wykrzyczał mi w twarz. Nie kontrolowałam już swoich łez. Płynęły ciurkiem po mojej twarzy. Słuchałam raniących mnie słów, milcząc.
-Nieprawda…- wychlipałam. Jego zimny wzrok przeszył mnie na wylot. W tej chwili stali obok siebie zupełnie obcy sobie ludzie.
-Lepiej będzie jak…się rozstaniemy. – Damon cofnął się o krok.
-Nie…Damon, proszę! – drżałam jak osika na wietrze. Wyciągnęłam do niego ręce, lecz on odwrócił się i poszedł. Ja stałam jak skamieniała, patrząc jak odchodzi i znika między drzewami.  Odzyskałam czucie w nogach i ruszyłam biegiem, aby go dogonić.
-DAMON! –mój krzyk rozniósł się po lesie. Nikt mi nie odpowiedział tylko echo rozniosło się między drzewa. Powietrze przeszył mój przenikliwy szloch. Upadłam na kolana. Na szczęście było miękko, gdyż ziemia była usłana mokrymi liśćmi. Ukryłam twarz w dłoniach. Dlaczego musiało się tak skończyć? Już było tak dobrze, a ja znów sknociłam sprawę. A zresztą…Moje relacje z Damonem zawsze były skomplikowane. Przyciągaliśmy się jak dwa magnesy, a potem odpychaliśmy.
-Eleno…- czyjaś dłoń dotknęła mojego ramienia. Uniosłam zapłakaną twarz. Nade mną stał Stefan, a dalej Klaus.
-Oh Stefanie! – rozpłakałam się znów i rzuciłam mu się w ramiona. Przytulił mnie czule i głaskał mnie włosach, szeptając coś cichym głosem.
-Znajdziemy drania. – usłyszałam zjadliwy głos Klausa. Przeniosłam na niego wzrok.
-Nic mu nie zrobicie! Stefan…- odwróciłam się do niego, wzrokiem prosząc go o wsparcie.
-Klaus, opanuj się. Widzisz jak jej zależy. – mężczyźni przez chwilę mierzyli się wzrokiem, aż w końcu Klaus odpuścił. Podniósł ręce w geście poddania.
-Dobra, dobra. Poddaję się. Szukajcie go, ale beze mnie. – odwrócił się i zniknął.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz