środa, 7 listopada 2012

01x06



Spałam może 4, 5 godzin, bo gdy się obudziłam było już popołudniu. Obok mnie nie było Damona. Potarłam oczy i usiadłam. Czułam się znacznie lepiej niż wcześniej mimo to odczuwałam pewną pustkę. Spojrzałam przez okno. Padał deszcz. No tak, adekwatnie do mojego nastroju. Wstałam i ubrałam się. Związałam włosy w kitkę i wyszłam z pokoju. Nie chciało mi się nawet makijażu zrobić. Zeszłam cicho na dół zastanawiając się gdzie też może być Damon. Snułam się tak po domu w nadziei, że znajdę ich oboje w salonie siedzących razem, popijających whisky i śmiejących się. Ale to były złudne marzenia. Usiadłam tam gdzie zawsze starszy Salvatore siadał. Nalałam sobie odrobinę whisky, gdyż Damon jak zwykle zamawiał tą najmocniejszą. Upiłam łyk. Niespodziewanie poczułam zimny powiew wiatru na moim karku.
-Elena, nie powinnaś leżeć w łóżku? – usłyszałam męski baryton obok mojego ucha. Zadrżałam.
-Oho, ktoś tu znowu chce mieć kaca. – Damon powiedział już to głośniej i wziął z moich rąk szklankę whisky i dopił ją jednym tchem. Ja tylko spuściłam głowę.
-Nadal się nim przejmujesz? – nie wiadomo kiedy, ale mężczyzna znalazł się u mojego boku, obejmując mnie delikatnie. Przy mnie pozbywał się maski pozbawionego uczuć, złośliwego wampira. Stawał się troskliwy i czuły. Czy go kochałam? Do jasnej ciasnej….tak!! I to jak cholera! Przy nim Stefan zdawał się blaknąć. Chłopak schylił się i czule mnie pocałował. Zawsze gdy mnie całował miałam wrażenie, że przenoszę się do innego wymiaru. Tak tez było i tym razem. Obejmując mnie, całował coraz zachłanniej (zatracając się przy tym). Moje podniecenie rosło z każdą chwilą. Pomiędzy pocałunkami słychać było tylko moje ciche westchnięcia i sapnięcia. W wampirzym tempie przyszpilił mnie do ściany i zachłannie mnie całował. Krótkie, urywane pocałunki. Usta, szyja, klatka piersiowa…. Już odpływałam, gdy jak zwykle ktoś musiał nam przerwać.
-Ekhem…- usłyszeliśmy chrząknięcie. Poczułam jak Damon się napiął jak struna. Rozmarzona spojrzała w stronę źródła dźwięku. Za plecami Damona stała zniesmaczona Bonnie.
-Coś się stało? – spytałam ją uprzejmym tonem, zeskakując z objęć chłopaka. Poprawiłam zapięcie spodni i podeszłam do niej. Mulatka przeskakiwała wzrokiem ze mnie na Damona, który stał z boku z rozpiętą koszulą. Zacisnął usta w cienką kreskę. Przekrzywił głowę jakby nasłuchując.
-Chodzi jej o Stefana. Ma kłopoty. – wyjaśnił mi. Ja kompletnie nie rozumiałam nic. Moje zdumienie rosło z każdą chwilą.
-To prawda. Stefan ma kłopoty. – kiwnęła głową Bonnie.
-Co mnie to obchodzi? – usiłowałam nadać obojętność mojemu głosowi.
-A to, że Klaus nie jest tym za kogo go uważacie. Stara się zbliżyć do Ciebie, bo potrzebuje krwi do tworzenia hybryd. – oczy Bonnie prawie wyskoczyły z orbit. Popatrzyłam na nią ze współczuciem.
-Dziękuję za troskę, ale jej nie potrzebuję. – odparłam chłodno i już miałam odejść, gdy Damon chwycił mnie za ramię.
-Ona mówi prawdę. – szepnął do mojego ucha. Spojrzałam na niego. Wpatrywał się we mnie swoimi lazurowymi oczami. Westchnęłam. Odpuściłam.
-A jeśli to prawda co mówisz, to co mnie to obchodzi? – zwróciłam się do Bennett.
-A to, że jest z nim Jenna. – na te słowa omal się nie przewróciłam. Jenna?!
-A-a-a-ale one przecież nie żyje….- wyjąkałam. Byłam zdruzgotana.
-Ona jest teraz wampirem. – słowa obiły się w mojej głowie, przed moimi oczami zapanował mrok i upadłam zemdlona na podłogę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz