wtorek, 20 listopada 2012

01x17


Za oknem padał deszcz. Ja leniwie otworzyłam oczy mając nadzieję, że to co się wydarzyło wczoraj było tylko złym snem. Obróciłam się na drugi bok, a tu czekało na mnie śniadanie. Usiadłam mile zaskoczona. Chociaż jeden pozytyw tego dnia. Do śniadania był dołączony list z ładnie wygrawerowanym napisem: Dla Eleny. Otworzyłam z niecierpliwością. Niestety, ten list napisał Stefan.:
Eleno,
Czytając ten list, zapewne będę już daleko. Nie mogłem patrzeć jak cierpisz więc pojechałem szukać Damona. Robię to tylko i wyłącznie dla CIEBIE. Wiem ile dla Ciebie teraz on znaczy. W końcu to mój kochany braciszek. Jak tylko się czegoś o nim dowiem to dam Ci znać. A tymczasem życzę Ci smacznego.
Bon Appetite!
                                                                                         Stefan.
Czytając ostatnie zdanie, aż zawrzał we mnie gniew. Zostawił mnie! Nic mi nie mówiąc wyjechał od tak sobie. Zmięłam kartkę w kulkę i rzuciłam ją do kosza na śmieci stojącego w rogu pokoju. Jak na złość, nie trafiłam. Buzowała we mnie złość. Praktycznie rzecz ujmując nieuzasadniona, bo Stefan pojechał w słusznym celu. A co jeśli go nie znajdzie? Jak zginie albo coś? Podeszłam do okna. Na zewnątrz padał rzęsiście deszcz. Idealnie co do mojego nastroju. Gdyby tu był Damon…Powstrzymałam się, aby znów się nie rozpłakać. Ta cisza w domu dobijała mnie. Wolałam jak obaj się kłócili i przedrzeźniali. Zjadłam posłusznie śniadanie i przebrałam się. Przez przypadek zajrzałam do szafy Damona. Pełna była czarnych ubrań. Wybrałam pierwszą z brzegu koszulę. Podniosłam ją do nosa i wciągnęłam powietrze. Szafę wypełniał jego niesamowity zapach. Usiadłam obok szafy i wtuliłam twarz w koszulę, odpływając w marzenia….
RETROSPEKCJA:
1,5 roku wcześniej:
Pomieszczenie wypełniał dym. Powoli zaczęłam tracić nadzieję na to, że ktoś mnie uratuje. Wpadłam prosto w zasadzkę Esther. Byłam taka głupia, że dałam się zwieść jej słodkim słówkom. Siedziałam związana przy ścianie dławiąc się dymem. Gdzie podziewał się Stefan? Nagle usłyszałam kroki na korytarzu. Ostatkiem sił zawołałam:
-STEFAN! TUTAJ JESTEM! – od razu krztusząc się. Nie miałam sił już na nic. Jak przez mgłę zobaczyłam jak postać gasi pożar i wbiega do pomieszczenia zasnutego dymem.
-Elena! – uniosłam zmęczony wzrok na nieznajomego. Jakież było moje zdumienie, gdy zobaczyłam…Damona! Mężczyzna uklęknął przy mnie i odwiązał moje ręce, w których powoli zaczęłam tracić czucie.
-Damon, to ty? – spytałam cicho. Moja głowa stała się bardzo ciężka i dryfowała gdzieś na bok. Poczułam jak unoszę się do góry. Czyżbym miała halucynacje? Okazało się, że to Damon podniósł mnie z podłogi i niósł mnie na zewnątrz. Uczepiłam się jego czarnej, skórzanej kurtki i straciłam przytomność.
                                           ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pamiętam ten dzień jak przez mgłę, ale jednak. Zastanawiał mnie jeden fakt. Czemu Stefan nie przybył mi na pomoc? Czyżby już wtedy jego miłość do Katherine odżyła? Siedziałam tak skulona na podłodze, gdy do pomieszczenia wpadł Alaric. Zobaczywszy mnie, spytał:
-Wiesz gdzie jest Stefan? Nie mogę się do niego dodzwonić. Ani do Damona. – jego blond grzywa opadła mu na czoło. Wyglądał tak uroczo. Na twarzy miał kilkudniowy zarost przez co wyglądał jeszcze bardziej męsko.
-Tak, wiem. – odpowiedziałam mu cicho. Zmarszczył brwi.
-O co tu chodzi? Wczoraj miałaś taki dziwny głos. – uklęknął przy mnie.
-Bo widzisz…Damon zniknął. – starałam się panować nad moim głosem.
-Nie rozumiem. – zmarszczył brwi ponownie.
-No to ci wyjaśnię…- odparłam i opowiedziałam mu całą historię. W niektórych momentach unosił brwi zaskoczony, ale ogólnie to słuchał mnie.
-I nie masz pojęcia gdzie on może być? – Ric chodził tam i spowrotem.
-Nawet najmniejszego. – wzruszyłam ramionami.
-To czas na wyprawę. – odparł z błyskiem w oku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz