wtorek, 20 listopada 2012

01x19



Wyciągnęłam go powoli z wraku mojego samochodu i położyłam go pod drzewem. Cicho stęknął.
-Co..się…stało? – usiłował wstać, lecz znów zabolała go głowa i położył się spowrotem.
- Powinnam ciebie o to samo spytać…- mruknęłam, siedząc obok niego.
-Pamiętam tylko tyle, że ktoś wskoczył mi na drogę, pojawił się niewiadomo skąd i musiałem przyhamować. Widzę, że ty też nie jesteś w najlepszym stanie. – zerknął na mnie spod warstwy krwi. Oboje byliśmy w nie najlepszym stanie.
-Tylko co teraz? Nie ma zasięgu, i w dodatku to bezludzie. – odparłam lekko zła na siebie. W tej sytuacji byliśmy bezradni jak dzieci.
-Katherine! Tu cię mam! – usłyszałam za sobą syk. Odwróciłam się przerażona. Za nami stał nieznajomy mężczyzna. Trzymał ręce w kieszeniach spodni. Był elegancko ubrany, pod krawatem. Miał lekko skośne oczy, wysokie kości policzkowe i wąski nos. Włosy ciemnobrązowe, tak jak i jego oczy. Cofnęłam się niezdarnie w stronę Alarica, który tak jak i ja był sparaliżowany strachem.
-Ja…nie..jestem Katherine…- wyjąkałam. Nieznajomy błyskawicznie znalazł się przy nas. Wyczułam, że to wampir. Przykląkł prz nas i przekrzywił głowę. Serce zabiło mi szybciej.
- Czyżby? Mnie nie oszukasz, ty wstrętna suko! – warknął. Lecz potem wyraz jego twarzy zmienił się radykalnie.
-Jestem Elena. – przedstawiłam się drżącym głosem. Chłopak natychmiast zmienił nastawienie do mnie. Uśmiechnął się przyjaźnie.
-Elena…Piękne imię. Ja jestem Elijah. – ucałował moją dłoń. – Co tu się stało? – spytał patrząc na nas.
-Mieliśmy wypadek. Jechaliśmy do Mystic, do pewnej czarownicy, aby pomogła nam odnaleźć mojego…ukochanego. – przy słowie „ukochanego” zawahałam się. Bo jakby go tu nazwać? Moim życiem? Moim sercem? Nie mogłam znaleźć odpowiedniego słowa.
-Do Nadii? – zdziwił się. Spojrzałam na niego zaskoczona. Znał ją?
-Ty ją znasz? – byłam mocno zaskoczona. Elijah zaśmiał się z mojej głupoty.
-Każdy szanujący się wampir ją zna. Ona wielokrotnie mi pomogła. – spuścił głowę. Ja oplotłam rękoma kolana. Zapadło milczenie.
-Elena….powinniśmy chyba ruszyć w dalszą drogę. – wychrypiał Alaric.
-Niby jak? Przecież auta nie mamy, ty się nie ruszysz…. – westchnęłam.
- Nie martw się o mnie. Elijah ci pomoże. – mrugnął do mnie okiem. Zamarłam.
-Ale…- Alaric machnął zniecierpliwiony ręką.
Wstałam i natychmiast się zachwiałam. Elijah wspomógł mnie swoim ramieniem.
-Powinienem Cię opatrzyć. – zauważył przytomnie.
-Oj tam. To tylko draśnięcia. – usiłowałam zbagatelizować sprawę. Lecz Elijah nie chciał o tym słyszeć.
-Nie ma mowy. – wyciągnął rękę i wyciągnął z mojego czoła odłamki szkła. Syknęłam. Rana zapiekła bezlitośnie.
-Wiesz co, ja Cię wezmę do siebie i opatrzę cię. – mężczyzna przyglądnął się mi z uwagą.
-A co z Alarickiem? – zaprotestowałam. Nie mogłam pozwolić na to, aby on tu został.
-Mną się nie przejmujcie. Nie z takich opresji się wychodziło. Spotkamy się w Mystic. – ponownie do mnie mrugnął okiem i pokuśtykał między drzewa i zniknął. Czasami kompletnie go nie rozumiałam.
-To wy się znacie? – spytałam wampira podejrzliwie.
-Zamierzchłe czasy. A teraz chodź. – wziął mnie mocno za łokieć i ruszyliśmy wzdłuż drogi, zostawiając samochód na poboczu. Nawet się nie zorientowałam jak wziął mnie na plecy i w wampirzym tempie ruszyliśmy do przodu. Wiatr rozwiewał me włosy, a przed oczami las zamieniał się w jedną plamę. Wtuliłam twarz w ramię Elijaha, gdyż powoli zaczynało mi się robić niedobrze. Nawet Damon nie fundował mi takich rozrywek. W końcu stanęliśmy przed potężnym gmachem jakieś willi. Wampir postawił mnie na nogach. Kręciło mi się nadal w głowie, więc przysiadłam sobie na krawężniku. Elijah odwrócił się i rzekł do mnie z dumą w głosie:
-Witam przed rezydencją Mikaelsonów.-

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz