Minuty mijały, a Elijah się nie pojawiał. Wstałam i
podeszłam do schodów. Już miałam iść go szukać, gdy wyjście zatarasował mi
młody mężczyzna. Podniosłam głowę i mój wzrok zatracił się w jego spojrzeniu.
Był łudząco podobny do Elijaha, ale różnił się szopą czekoladowych włosów oraz
błyszczącymi, ciemnobrązowymi oczami. Założył ręce na piersi i wpatrywał się we
mnie z ciekawością. W mojej głowie zapaliła się czerwona lampka.
-Witaj. – jego miły baryton pieścił moje uszy.
-Cześć. – z moich ust wydobyło się krótkie
powitanie. Chłopak ujął moją dłoń i ucałował delikatnie jej wierzch. Cóż za
galanteria…
-Jestem Kol, brat Elijaha. – przedstawił się z
uśmiechem. Lekko zawstydziłam się, gdyż on stał tu elegancko ubrany, a mnie
pokrywała warstwa zaschniętej krwi.
-Elena, miło mi. – uśmiechnęłam się pod nosem. W tej
samej chwili dołączył do nas Elijah. W ręku trzymał czerwoną torbę.
Przeskakiwał wzrokiem ze mnie na Kol’a.
-Widzę, że się poznaliście. – Elijah był wyraźnie
zadowolony.
-Bardzo miłą towarzyszkę sobie znalazłeś bracie. –
Kol klepnął Elijaha w ramię. W jego głosie wyczułam nutę ironii.
-Miło było Cię poznać, panienko Eleno. – Kol zasalutował
i odszedł.
-Czy on zawsze się tak wydurnia? – spytałam Elijaha
lekko rozbawiona.
-Tylko jak widzi jakąś ładną dziewczynę. – kąciki jego
ust lekko zadrgały. Usiedliśmy na kanapie. Elijah przemył mi rany i opatrzył
je.
-Będzie jeszcze lepiej jak się wykąpiesz i przebierzesz.
– zauważył.
-Nie mam w co…- posmutniałam. Zrobiło mi się nagle
gorąco.
-Rebekah na pewno Ci coś pożyczy…- poklepał mnie po
kolanie. Uniosłam brwi. Elijah pozwalał sobie na wiele…
-Możesz zdjąć rękę? – spytałam go uprzejmym tonem.
Mężczyzna momentalnie ściągnął dłoń.
-Przepraszam. – speszył się. Oboje siedzieliśmy
zażenowani.
-Może lepiej jak już pójdę…- wstałam.
-NIE! – Elijah głośno zaprotestował. Echo odbiło się
głośno. Uniosłam brwi.
-To znaczy…- spuścił wzrok i powoli się uspokajał.
Serce łomotało mi głośno. Tak szczerze, to trochę się go bałam.
-„Nie drażnij
wampira…”- usłyszałam w głowie głos Damona. Do pomieszczenia weszła
szczupła blondynka. Rebekah. Obrzuciła mnie nienawistnym spojrzeniem. Stanęła
obok brata. Podobieństwo między nimi było uderzające. Dziewczyna miała proste,
blond włosy. Usta koloru koralowego odbijały pogardę widoczną na jej twarzy.
Policzki przypominały trochę „pyzy”. Lecz była to bardzo piękna kobieta. W tej
chwili ubrana była w krótką, ciemnoróżową sukienkę, zapewne z jedwabiu. Na
zgrabnych nogach widniały złote szpilki. Zbytnio mi się nie spodobała. Taka
dziunia, które w szkole spotykam. Czułam, że z tej znajomości będą same
kłopoty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz