środa, 21 listopada 2012

01x21



Minuty mijały, a Elijah się nie pojawiał. Wstałam i podeszłam do schodów. Już miałam iść go szukać, gdy wyjście zatarasował mi młody mężczyzna. Podniosłam głowę i mój wzrok zatracił się w jego spojrzeniu. Był łudząco podobny do Elijaha, ale różnił się szopą czekoladowych włosów oraz błyszczącymi, ciemnobrązowymi oczami. Założył ręce na piersi i wpatrywał się we mnie z ciekawością. W mojej głowie zapaliła się czerwona lampka.
-Witaj. – jego miły baryton pieścił moje uszy.
-Cześć. – z moich ust wydobyło się krótkie powitanie. Chłopak ujął moją dłoń i ucałował delikatnie jej wierzch. Cóż za galanteria…
-Jestem Kol, brat Elijaha. – przedstawił się z uśmiechem. Lekko zawstydziłam się, gdyż on stał tu elegancko ubrany, a mnie pokrywała warstwa zaschniętej krwi.
-Elena, miło mi. – uśmiechnęłam się pod nosem. W tej samej chwili dołączył do nas Elijah. W ręku trzymał czerwoną torbę. Przeskakiwał wzrokiem ze mnie na Kol’a.
-Widzę, że się poznaliście. – Elijah był wyraźnie zadowolony.
-Bardzo miłą towarzyszkę sobie znalazłeś bracie. – Kol klepnął Elijaha w ramię. W jego głosie wyczułam nutę ironii.
-Miło było Cię poznać, panienko Eleno. – Kol zasalutował i odszedł.
-Czy on zawsze się tak wydurnia? – spytałam Elijaha lekko rozbawiona.
-Tylko jak widzi jakąś ładną dziewczynę. – kąciki jego ust lekko zadrgały. Usiedliśmy na kanapie. Elijah przemył mi rany i opatrzył je.
-Będzie jeszcze lepiej jak się wykąpiesz i przebierzesz. – zauważył.
-Nie mam w co…- posmutniałam. Zrobiło mi się nagle gorąco.
-Rebekah na pewno Ci coś pożyczy…- poklepał mnie po kolanie. Uniosłam brwi. Elijah pozwalał sobie na wiele…
-Możesz zdjąć rękę? – spytałam go uprzejmym tonem. Mężczyzna momentalnie ściągnął dłoń.
-Przepraszam. – speszył się. Oboje siedzieliśmy zażenowani.
-Może lepiej jak już pójdę…- wstałam.
-NIE! – Elijah głośno zaprotestował. Echo odbiło się głośno. Uniosłam brwi.
-To znaczy…- spuścił wzrok i powoli się uspokajał. Serce łomotało mi głośno. Tak szczerze, to trochę się go bałam.
-„Nie drażnij wampira…”- usłyszałam w głowie głos Damona. Do pomieszczenia weszła szczupła blondynka. Rebekah. Obrzuciła mnie nienawistnym spojrzeniem. Stanęła obok brata. Podobieństwo między nimi było uderzające. Dziewczyna miała proste, blond włosy. Usta koloru koralowego odbijały pogardę widoczną na jej twarzy. Policzki przypominały trochę „pyzy”. Lecz była to bardzo piękna kobieta. W tej chwili ubrana była w krótką, ciemnoróżową sukienkę, zapewne z jedwabiu. Na zgrabnych nogach widniały złote szpilki. Zbytnio mi się nie spodobała. Taka dziunia, które w szkole spotykam. Czułam, że z tej znajomości będą same kłopoty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz