-Myślisz, że nic jej nie jest? – usłyszałam jakby z
zaświatów cudowny głos mojego ukochanego.
-Nie, nic jej nie będzie. Żałuję, że jej to
powiedziałam. – zaświergotała Mulatka. Powoli odzyskiwałam władzę we wszystkich
członkach mego ciała.
-Widzisz? Już nie jest taka blada…- Bonnie nadal
świergoliła mi nad uchem.
-Ja zawsze uważałem, że powinna o tym wiedzieć. –
Damon warknął na czarownicę. Że co?! To Damon wiedział o tym wcześniej?!
Zamarłam oczekując na dalszy ciąg.
-A ja nie. Wiedziałam jak nią to wstrząśnie! –
Bonnie zaprotestowała gwałtownie. Zamrugałam oczami. Damon chyba to zauważył,
gdy natychmiast przypadł do mnie.
-Elena, jak się czujesz? – złapał mnie za rękę.
Czując znajomy chłód, uspokoiłam się. Nadal nie otwierając oczu.
-A ty? – spytałam go, nie otwierając oczu. Chyba
załapał o co mi chodzi, bo zamilkł.
-Eleno…- po chwili milczenia ciążącej nad nami jak
wielka, czarna chmura wziął mnie w ramiona.
-Nie musisz mi nic mówić. – w końcu otworzyłam oczy.
Wpatrywały się we mnie para malachitowych oczu. Ale nie ze mną te numery!
Stanęłam na nogach. Lekko zakręciło mi się w głowie. Damon przypadł do mnie i
wsparł swoim ramieniem.
-Eleno! – chwycił moją twarz w swoje dłonie.
Spojrzałam na niego spode łba. Miłość i nienawiść do niego kłębiły się wewnątrz
mojego ciała.
-Damon, kochasz mnie? – spytałam go cicho, nie
patrząc mu w oczy.
-Jasne, że tak! Kocham cię nad życie!....Co się
dzieje? – uniósł mnie za podbródek, abym na niego spojrzała. Zawahałam się. Jak
mu powiedzieć, że opuszczam go na zawsze? Widząc jego oczekującą minę,
zaniechałam tego pomysłu.
-Co powiesz na kolację dziś wieczorem? –
uśmiechnęłam się prowokująco. Mężczyzna uniósł kącik ust. Już wiedziałam, że
się zgadza. Przytuliłam się do niego mocno. Przytulając go tak, czułam jego
erekcję napierającą na mnie . Jego ręka powędrowała za moją bluzeczkę i
kierowała się w stronę zapięcia stanika. Pokiwałam przecząco głową i odsunęłam
się od niego. Jego oczy błyszczały od podniecenia.
-Nawet nie wiesz jak za tobą szaleję…- mruknął mi do
ucha, lekko przygryzając jego płatek. Zadrżałam. Zarzuciłam mu spowrotem ręce
za szyję. Stefan nie dosięgał mu do pięt. Jak ja mogłam być taka głupia? Kocham
Damona, ale to ja sama muszę się uporać z Klausem i uratować Jennę.
-A teraz muszę wyjść. Idę z Caroline na zakupy.
Muszę sobie kupić sukienkę na dzisiejszy, wyjątkowy wieczór. – mrugnęłam do
niego okiem. Przechodząc obok niego, dałam mu lekkiego klapsa w tyłek.
Zamykając drzwi, usłyszałam najpiękniejszy dźwięk na tym świecie. Śmiech
Damona.
Wyciagnęłam BlackBerry z kieszeni i wybrałam numer
do Caroline. Jeden sygnał, potem drugi….aż w końcu:
-Halo? –
-Caroline? Masz ochotę na zakupy? – spytałam ją,
schodząc po schodach.
-No pewnie! A z jakiej to okazji? – spytała,
wyraźnie już podekscytowana.
-Na dzisiejszy wieczór. Mam kolację z Damonem. –
uśmiechnęłam się pod nosem. Dałabym głowę uciąć, widząc minę Blondynki.
-To musi być coś ekstra! Już wychodzę z domu!
Spotkajmy się przed Grillem! – i
rozłączyła się.
Schowałam telefon spowrotem do kieszeni i sięgnęłam po skórzaną
kurtkę. Na zewnątrz lekko się przejaśniło. Na szczęście nie padało, bo inaczej
bym skończyła jak zmokła kura. Ruszyłam niespiesznym krokiem wzdłuż Maple
Street. Owinęłam się szczelniej kurtką.
W moje myśli wkradł się Damon. Tak, wiem, jest wampirem, ale nie mogę pozwolić,
aby poświęcał dla mnie swoje życie. Gdyby umarł, nie mogłabym sobie tego
wybaczyć. Nie zniosłabym myśli, że nie spojrzę w jego piękne, oceaniczne oczy,
nie pocałuję go, nie przytulę….Wszystko jest takie ulotne, kruche, zmienne….Wsadziłam
ręce w kieszenie. Blokując te niemiłe myśli, szłam prosto przed siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz