wtorek, 13 listopada 2012

01x11



Mi nie było do śmiechu. Odstawiwszy szklankę, przeszłam obok braci i poszłam na górę.
-Mogłeś sobie darować te uwagi. – skomentował Stefan i już miał wyjść gdy Damon zakleszczył jego ramię w swoim uścisku.
-Nie po to walczyłem o nią, abyś teraz ją sobie zabrał. Ona jest moja.- wysyczał przez zaciśnięte zęby Damon. Z jego oczu sypały się iskry.
-Nie wiem co ona w tobie widzi. Zawsze, gdy spotykam jakąś dziewczynę, to musi zakochiwać się też w tobie. Dlaczego?! – ryknął zazwyczaj opanowany Stefan i wybiegł z wampirzą prędkością z domu.
Tymczasem ja czesałam powoli moje długie, brązowe włosy i zastanawiałam się co jest we mnie takiego specjalnego, że wampiry za mną szaleją. Przemyślenia przerwały mi donośne krzyki na dole, a potem trzask drzwi. Zamarłam. Zapadła kompletna cisza. Zaniepokoiłam się i postanowiłam zejść na dół sprawdzić co się dzieje. Zastałam wściekłego Damona stojącego w sieni i wpatrującego się w drzwi wyjściowe. Jego dłoń krwawiła, a pod jego stopami iskrzyły się odłamki szkła. Podbiegłam do niego.
-Co się stało? – spytałam go, wyjmując szkło z jego dłoni. Damon mi nic nie odpowiedział, więc podniosłam na niego wzrok. Wyraźnie był czymś zdenerwowany, bo unikał mojego wzroku. Wzięłam bandaże i wodę utlenioną z szafki i już miałam mu opatrzyć dłoń, a on zniknął. Co jest….
-…do cholery? – mruknęłam pod nosem, zła jak osa. Odstawiłam rzeczy na stół i poszłam się ubrać. Spięłam włosy w kitkę, ubrałam mój czarny dres, wzięłam iPod do ręki i wybiegłam z domu. Postanowiłam, że pobiegam sobie po parku. Założyłam słuchawki na uszy i ruszyłam w stronę parku. Biegłam już jakiś czas, gdy na rogu Maple Street i Long Beach zobaczyłam Damona. Nie był sam. Natychmiast cofnęłam się, aby mnie nie zobaczył. Z budynku wyszedł nieznajomy facet. Podali sobie ręce. Zauważyłam, że mój ukochany coś mówi, a potem ten nieznajomy zgryźliwie mu odpowiada. Damon machnął dłonią.
-Hej.- pisnęłam ze strachu. Za mną stał Elijah. Wpatrywał się we mnie z lekką kpiną i politowaniem.
-Śledzisz swojego chłopaka? – spytał mnie ze swoim brytyjskim akcentem.
-Sam zobacz.- syknęłam do niego i pociągnęłam za koszulkę. Mikaelson przyjrzał mu się, mrużąc oczy. Tak poza tym, był on bardzo przystojnym chłopakiem, ale z Damonem nie mógł się równać. Jednak przy nim serce biło mi szybciej. Dobrze, że nas razem Damon nie widział, bo by wściekł się i przebił kołkiem Elijaha. A tego bym nie chciała. Był moim przyjacielem. Tylko i wyłącznie. Wybrałam Damona, więc niech się cieszy.
-Znam tego gościa. Był narzeczonym mojej siostry. – odparł. Spojrzałam na niego mega zdumiona. Widząc moją minę, wyjaśnił:
-Jest to Garrett McLaren. W latach 20. XX wieku, Rebekah zanim poznała Stefana miała narzeczonego. Ja nigdy nie brałem poważnie jej planów matrymonialnych, ponieważ zawsze była zmienna. Zmieniała facetów jak rękawiczki. Aż pewnego dnia go przyprowadziła. – tu wskazał na mężczyznę obok Damona. – Rodzice jak zwykle się ucieszyli, ale ja i Finn jakoś nie. – tu skrzywił się.
-Ale co ma Damon do niego? – westchnęłam. Elijah tylko pokręcił przecząco głową.
-Sama musisz jego spytać. – odpowiedział. Przewróciłam oczami.
-Nic mi nie powie. – mruknęłam.
-Wystarczy, że odpowiednio do tego podejdziesz, a wszystko ci wyśpiewa. – mrugnął do mnie okiem i odszedł. Czyżby.? Uśmiechnęłam się przebiegle. Teraz wiedziałam co miał na myśli Elijah. Wstałam. Pobiegłam w przeciwną stronę, obmyślając jak złapię Damona w pułapkę….

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz