Mi nie było do śmiechu. Odstawiwszy szklankę,
przeszłam obok braci i poszłam na górę.
-Mogłeś sobie darować te uwagi. – skomentował Stefan
i już miał wyjść gdy Damon zakleszczył jego ramię w swoim uścisku.
-Nie po to walczyłem o nią, abyś teraz ją sobie
zabrał. Ona jest moja.- wysyczał przez zaciśnięte zęby Damon. Z jego oczu
sypały się iskry.
-Nie wiem co ona w tobie widzi. Zawsze, gdy spotykam
jakąś dziewczynę, to musi zakochiwać się też w tobie. Dlaczego?! – ryknął
zazwyczaj opanowany Stefan i wybiegł z wampirzą prędkością z domu.
Tymczasem ja czesałam powoli moje długie, brązowe
włosy i zastanawiałam się co jest we mnie takiego specjalnego, że wampiry za
mną szaleją. Przemyślenia przerwały mi donośne krzyki na dole, a potem trzask
drzwi. Zamarłam. Zapadła kompletna cisza. Zaniepokoiłam się i postanowiłam
zejść na dół sprawdzić co się dzieje. Zastałam wściekłego Damona stojącego w
sieni i wpatrującego się w drzwi wyjściowe. Jego dłoń krwawiła, a pod jego stopami
iskrzyły się odłamki szkła. Podbiegłam do niego.
-Co się stało? – spytałam go, wyjmując szkło z jego
dłoni. Damon mi nic nie odpowiedział, więc podniosłam na niego wzrok. Wyraźnie
był czymś zdenerwowany, bo unikał mojego wzroku. Wzięłam bandaże i wodę
utlenioną z szafki i już miałam mu opatrzyć dłoń, a on zniknął. Co jest….
-…do cholery? – mruknęłam pod nosem, zła jak osa.
Odstawiłam rzeczy na stół i poszłam się ubrać. Spięłam włosy w kitkę, ubrałam
mój czarny dres, wzięłam iPod do ręki i wybiegłam z domu. Postanowiłam, że
pobiegam sobie po parku. Założyłam słuchawki na uszy i ruszyłam w stronę parku.
Biegłam już jakiś czas, gdy na rogu Maple Street i Long Beach zobaczyłam
Damona. Nie był sam. Natychmiast cofnęłam się, aby mnie nie zobaczył. Z budynku
wyszedł nieznajomy facet. Podali sobie ręce. Zauważyłam, że mój ukochany coś
mówi, a potem ten nieznajomy zgryźliwie mu odpowiada. Damon machnął dłonią.
-Hej.- pisnęłam ze strachu. Za mną stał Elijah.
Wpatrywał się we mnie z lekką kpiną i politowaniem.
-Śledzisz swojego chłopaka? – spytał mnie ze swoim
brytyjskim akcentem.
-Sam zobacz.- syknęłam do niego i pociągnęłam za
koszulkę. Mikaelson przyjrzał mu się, mrużąc oczy. Tak poza tym, był on bardzo
przystojnym chłopakiem, ale z Damonem nie mógł się równać. Jednak przy nim
serce biło mi szybciej. Dobrze, że nas razem Damon nie widział, bo by wściekł
się i przebił kołkiem Elijaha. A tego bym nie chciała. Był moim przyjacielem.
Tylko i wyłącznie. Wybrałam Damona, więc niech się cieszy.
-Znam tego gościa. Był narzeczonym mojej siostry. –
odparł. Spojrzałam na niego mega zdumiona. Widząc moją minę, wyjaśnił:
-Jest to Garrett McLaren. W latach 20. XX wieku,
Rebekah zanim poznała Stefana miała narzeczonego. Ja nigdy nie brałem poważnie
jej planów matrymonialnych, ponieważ zawsze była zmienna. Zmieniała facetów jak
rękawiczki. Aż pewnego dnia go przyprowadziła. – tu wskazał na mężczyznę obok
Damona. – Rodzice jak zwykle się ucieszyli, ale ja i Finn jakoś nie. – tu skrzywił
się.
-Ale co ma Damon do niego? – westchnęłam. Elijah
tylko pokręcił przecząco głową.
-Sama musisz jego spytać. – odpowiedział.
Przewróciłam oczami.
-Nic mi nie powie. – mruknęłam.
-Wystarczy, że odpowiednio do tego podejdziesz, a wszystko
ci wyśpiewa. – mrugnął do mnie okiem i odszedł. Czyżby.? Uśmiechnęłam się
przebiegle. Teraz wiedziałam co miał na myśli Elijah. Wstałam. Pobiegłam w
przeciwną stronę, obmyślając jak złapię Damona w pułapkę….
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz