poniedziałek, 19 listopada 2012

01x16



Ze Stefanem wróciliśmy wieczorem. Zrobiło się chłodno, a ja miałam na sobie tylko cienką koszulkę i skórzaną kurtkę. Zielonooki zaoferował mi swoją kurtkę na co ja z chęcią przystałam. Nie wiem doprawdy co mnie napadło. Straciłam właśnie swoją drugą połówkę, a teraz zgadzam się na przechadzkę z jego bratem (w dodatku moim ex). Tak, wiem, jestem kompletnie popierdolona i jestem idiotką, gdyż straciłam to co najważniejsze. Ale postaram się go odszukać. Choćby był na końcu świata. Weszliśmy do środka. A tam czekało na mnie masa nieodebranych połączeń od Alarica i Caroline. Najpierw zadzwoniłam do Rica:
-No nareszcie Eleno. Gdzie ty się podziewałaś? – usłyszałam jego zagniewany głos.
-Byłam ze Stefanem. – odparłam krótko. Otarłam łzy z moich oczu.
-Coś się stało? – na to pytanie nie umiałam odpowiedzieć. Owszem, stało się, ale nie chcę się tym dzielić z innymi. To mój błąd. I ja go powinnam go naprawić.
-Nie, nic. Po prostu jestem zmęczona. – słysząc moją odpowiedź, Stefan przekrzywił głowę z dezaprobatą. Nigdy nie umiałam dobrze kłamać.
-Aha, to idź spać. Dobranoc. – Alaric chyba złapał haczyk i rozłączył się. Odłożyłam telefon z ulgą.
-Wiesz co, ja idę spać. To, co dzisiaj się wydarzyło….po prostu mnie przerosło. – wychrypiałam i odeszłam na górę. Przy pokoju Stefana zatrzymałam się. Coś kusiło mnie, aby tam zajrzeć. Nacisnęłam klamkę i cicho weszłam do środka. Wewnątrz panowały egipskie ciemności. I pomyśleć, że tu kiedyś spałam…Przeszłam obok łóżka, muskając palcami kunsztownie wyrzeźbionych kolumn. Na komodzie zauważyłam, że Stefan nadal trzyma nasze wspólne zdjęcia. Wzięłam jedną fotografię do ręki. Musnęłam palcem po uśmiechniętej twarzy Stefana. Wtedy jeszcze nie wiedziałam jak bardzo będzie moje życie skomplikowane….
RETROSPEKCJA:
2 lata wcześniej:
-Elena! Elena! Tutaj! – usłyszałam czyjejś wołanie. Obróciłam się. To była Bonnie i machała ręką jak szalona. Przewróciłam oczami i zaśmiałam się pod nosem. Ta to zawsze potrafiła mnie rozbawić. Ruszyłam w jej kierunku mijając po drodze Tylera, Matta i Caroline. Ucałowałyśmy się z Bonnie.
-Jak tam wakacje, mała? – poczochrałam ją po jej niesfornych, czarnych włosach.
-Znakomicie. Babcia wtajemniczyła w zaklęcia i odprawianie obrzędów. – odparła z poważną miną. Ona wierzyła w te zabobony? Zdusiłam w sobie śmiech.
-Ja za to zwiedziłam Paryż. Przepiękne miasto. – rozmarzyłam się na samą myśl o tym mieście. Lecz moje rozmyślania przerwało nadjechanie czarnego ferrari. Zatrzymało się przed wejściem do szkoły. Z samochodu wysiedli dwóch przystojniaków. O mój boże….Ich uroda wprost zapierała dech w piersiach. Jeden z nich był ubrany cały na czarno. Koszulka podkreślała jego idealną muskulaturę. Przygryzłam wargi. Za to drugi, też ociekał seksapilem, ale w mniejszym stopniu. Na pierwszy rzut oka widać było kto tu jest tym złym. Czarnowłosy przechodząc obok grupki dziewczyn został obdarzony chichotami. Uśmiechnął się pod nosem. Blondyn stał nadal przed szkołą i patrzył całemu temu przedstawieniu z wyraźną irytacją. Ośmielona podeszłam do niego.
-Hej, jestem Elena. – przedstawiłam się nieśmiało. Ale potem moja szczęka totalnie opadła. Jego oczy miały taki zajebisty szmaragdowy odcień.
-A ja Stefan. – uśmiechnął się. Zaniemówiłam i zarumieniłam się. On mnie bardzo onieśmielał…
                                                     ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Otworzyłam spowrotem oczy. Na samo wspomnienie tego zdarzenia, aż chciało mi się płakać. Odstawiłam zdjęcie na komodę i czym prędzej wyszłam z jego pokoju. Poszłam wzdłuż korytarza i natrafiłam na pokój Damona. Weszłam tam i zakluczyłam się. Łzy znowu napłynęły mi do oczu i rozpłakałam się. Tym razem z bezsilności. Rzuciłam się na łóżko i wtuliłam twarz w poduszkę. Czuć było jego zapach. Tak upojona, poddałam się objęciom Morfeusza….

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz