Mikaelsonów?! To Elijah jest synem Esther?!
-Nic ci nie jest? – zaniepokoił się chłopak, widząc
zapewne moją kwaśną minę. Zmrużyłam oczy.
-Ty! – syknęłam, wbijając palec w jego pierś. –
jesteś synem Esther! – dokończyłam, cofając się.
-Tak to prawda. Ale ona nie żyje, a poza tym to ona
nigdy mnie nie kochała. Mnie ani mojego rodzeństwa. Może tylko Finn’a. Tego
maminsynka. – ostatnie słowa wyrzucił niemal z pogardą.
-To ile masz rodzeństwa? – spytałam z ciekawością.
Podeszłam do niego bliżej.
-Chodź, to ci opowiem. – wyciągnął rękę do mnie.
Zawahałam się. Lecz po chwili zastanowienia ujęłam ją pewnie i ruszyliśmy
spacerem wzdłuż skwerku otaczającego rozległą rezydencję.
-Mam 4 rodzeństwa. Klaus, Kol, Finn i Rebekah.
Urodziliśmy się około 1000 lat temu. Naszą matką jest, znaczy się była Esther,
a ojcem jest Mikael, który leży w podziemiach. Klaus unieruchomił go, gdyż
chciał nas wszystkich pozabijać. W sumie to jestem mu wdzięczny, że to zrobił. –
przerwał, aby zaczerpnąć świeżego powietrza.
-A co wy właściwie macie wspólnego z Salvatore’ami? –
nie za bardzo rozumiałam do czego zmierza.
-Bardzo dużo. Właściwie to teraz powinien ci zacząć
opowiadać Klaus i Rebekah bo w sumie oni mieli z nimi najwięcej do czynienia.
Zwłaszcza Rebekah. – zachichotał jakby śmiał się z dobrego żartu. Przysiedliśmy
na ławeczce.
RETROSPEKCJA:
Rok
1920., Chicago
W
barze „Lounge” było bardzo tłoczno. Stefan siedział przy jednym ze stolików i
popijał drinka. Ze swoim bratem, Damonem nie miał kontaktu od dobrych
kilkudziesięciu lat. Katherine zginęła, nie ma czego wspominać. Koło jego
stolika przeszła para. Kobieta miała modnie uczesane blond włosy, ubrana była w
migoczącą sukienkę, która przy każdym jej ruchu lekko dzwoniła. Mężczyzna był
uczesany na gładko. Ubrany był w elegancki smoking. Usiedli przy sąsiednim
stoliku. Kobieta zamówiła szampana, a mężczyzna whiskey. Stefan wyczuł, że
oboje są wampirami. Zapewne byli też rodzeństwem. Upił łyk. Przeniósł z nich
wzrok i przeleciał wzrokiem po Sali. Musiał napić się krwi i to szybko.
-Witam.
– do Stefana przysiadła się młoda para. Dziewczyna rzeczywiście była śliczna.
Usta złożone w dzióbek. Loki idealnie
podkreślające jej twarz w kształcie serca.
-Witam.
– przywitał się grzecznie Stefan. Od czasu gdy stał się wampirem, unikał
towarzystwa ludzi.
-Jestem
Klaus, a to moja siostra Rebekah. – przedstawił się nieznajomy. Kobieta przewróciła
oczami.
Nik,
ja umiem gadać. – odpyskowała. Klaus uśmiechnął się wyrozumiale. Siedzieli i
rozmawiali, aż zeszli na temat wampirów.
-Widać,
że jesteś nowym wampirem. – rzekł Klaus i upił łyk trunku.
-Nie
tak nowym. – burknął Stefan. Nie podobał mu się ton nieznajomego. Mężczyzna
zaśmiał się. Kobieta zniknęła.
-A
kiedy zostałeś przemieniony?- spytał uprzejmie Klaus.
-
W 1864 roku. – odparł Salvatore.
-To
jesteś młody. – zaśmiał się Pierwotny.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
-…i tak się poznali. – zakończył swoją opowieść
Elijah. Ocknęłam się.
-Ja potrzebuję informacji gdzie przebywa Damon. –
powiedziałam niemal błagalnym tonem. Pierwotny spojrzał na mnie zaskoczony.
-Damon? Ja myślałem, że jesteś ze Stefanem…-
zamyślił się.
-O nie nie nie. To skończona historia. – pokręciłam przecząco
głową.
-Lepiej nie zwlekajmy tylko chodź ze mną do domu.
Nie lubię cię całej we krwi. – skrzywił się.
-A ja myślałam, że wampiry uwielbiają krew. –
zaśmiałam się. Elijah dołączył do mnie i weszliśmy do środka. Powiało chłodem.
Sień była wielka i zimna. Otaczały ją kolumny z czarnego marmuru. Weszliśmy
głębiej, a tam czekał na nas ogromny salon otoczony kolumnami tak jak plac św.
Piotra. Pośrodku stała skórzana kanapa, a naprzeciwko niej kominek. Na
szczęście na panelach leżał puszysty dywan.
-Rozgość się, ja pójdę po apteczkę. – głos Elijaha
odbił się echem. Nieśmiało zeszłam po schodkach i siadłam na krańcu kanapy.
Czekałam…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz