Weszłam do łazienki i zamknęłam na klucz.
Rozpuściłam włosy i ściągnęłam brudne ubrania. Puściłam gorąco wodę i nalałam
olejku malinowego na moje ręce i powoli go wcierałam w moje ciało, skupiając
się na każdym fragmencie ciała. Znając samą siebie, nie powiem mu tego co chce
mu powiedzieć. Jestem zwykłym tchórzem. Nalałam teraz wiśniowy szampon na rękę
i wmasowałam w moje włosy. W moje myśli wkradł się ponownie Damon. Nie, nie
powinnam mu tego mówić. On tyle dla mnie zrobił, walczył o mnie, a ja…chcę go
porzucić! Nie, to bez sensu. Całe moje życie jest popieprzone. Po 10 minutach
wyłączyłam wodę i wyszłam spod prysznica. Owinęłam się puszystym, białym
ręcznikiem i otworzyłam drzwi.
-Dłużej nie mogłaś, księżniczko? – drgnęłam przestraszona
i spojrzałam w stronę łóżka. Na nim, w rozwalonej pozie leżał Damon.
-Przestraszyłeś mnie. – odparłam ostrożnie i wzięłam
rzeczy z łóżka. Chłopak w wampirzym tempie znalazł się przy mnie. Objął mnie w
pasie od tyłu i szepnął mi do ucha namiętnym tonem:
- Wolę cię w takim wydaniu. – jego palec znalazł się
na krawędzi ręcznika. Lekko go poluzował.
-Damon….- westchnęłam. Ale on mnie nie słuchał.
Muskał wargami moją szyję, delikatnie zahaczając kłami o płatek mego ucha. Jego
dłonie poluzowały mój ręcznik, który opadł na podłogę tworząc kałużę materiału.
-Taką cię lubię….- usłyszałam jego cichy szept
pomiędzy pocałunkami. Błyskawicznie obrócił mnie ku sobie i zlustrował wzrokiem
jakbym była jakimś towarem na sprzedaż.
-Kochanie, zobaczymy się na kolacji. – wylałam na
niego kubeł zimnej wody. Ocknął się i spojrzał na mnie wilkiem. Skorzystałam z
okazji i spowrotem ręcznik był na mnie. Wypchałam go za drzwi sypialni i
zamknęłam na klucz. Niech złorzeczy, ale potem nie będzie żałował… Wróciłam do
łazienki i położyłam ubrania na toalecie. Zaczęłam od ogolenia nóg i pach,
potem założyłam seksowną bieliznę (czarną), do tego czarne figi oraz czarne
pończochy. Wysuszyłam dokładnie włosy, wyprostowałam je prostownicą i
popsikałam je wiśniową mgiełką, aby dodać im połysku. Na końcu włożyłam
sukienkę i buty, które kupiłam z Caroline. Zrobiłam lekki makijaż i już byłam
gotowa. Wzięłam głęboki wdech i wydech i wyszłam z łazienki. Odkluczyłam drzwi
i wyszłam na korytarz. Miałam nadzieję, że niespotkam tu tego gnojka, Stefana,
który złamał mi serce. Zeszłam powoli i usłyszałam delikatną muzykę dochodzącą
z salonu. Podeszłam bliżej i okazało się, że Damon puścił mój ulubiony zespół
Roxette. [„It Must Have Been Love”]. Stanęłam przy rogu korytarza i z
fascynacją obserwowałam Damona, który stał do mnie tyłem. Oczywiście był ubrany
na czarno. W dłoni trzymał szklankę z Burbonem i pewnie nad czymś się
zastanawiał. Lubiła go czasami tak poobserwować z boku. W końcu postanowiłam
przerwać milczenie i weszłam głębiej. Moje obcasy zastukotały na drewnianej
podłodze. Salvatore odwrócił się i zamarł. Szłam w jego stronę wolnym krokiem.
W jego oczach wyczytałam bezgraniczny zachwyt.
-Chyba nie jestem jednak głodny….- zachrypiał swoim
męskim barytonem i odłożył szklankę na stolik. Podszedł do mnie i objął w
talii. Spojrzałam mu prosto w oczy. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Był
taki….seksowny. Przejechałam palcem po jego wargach. Były ciepłe i miękkie.
Jakby tak….Stanęłam na palcach i go pocałowałam. Damon natychmiast przemienił
to w namiętny pocałunek.
-Kocham Cię…- szepnęłam, gdy już oderwaliśmy się od
siebie. Chłopak dotknął czule mojego rozgrzanego policzka.
-Nawet nie wiesz jak bardzo chciałem to usłyszeć…-
wyszeptał i wpił mi się w wargi. Odwzajemniłam to i odpłynęliśmy w siebie….
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz