sobota, 10 listopada 2012

01x09



Weszłam do łazienki i zamknęłam na klucz. Rozpuściłam włosy i ściągnęłam brudne ubrania. Puściłam gorąco wodę i nalałam olejku malinowego na moje ręce i powoli go wcierałam w moje ciało, skupiając się na każdym fragmencie ciała. Znając samą siebie, nie powiem mu tego co chce mu powiedzieć. Jestem zwykłym tchórzem. Nalałam teraz wiśniowy szampon na rękę i wmasowałam w moje włosy. W moje myśli wkradł się ponownie Damon. Nie, nie powinnam mu tego mówić. On tyle dla mnie zrobił, walczył o mnie, a ja…chcę go porzucić! Nie, to bez sensu. Całe moje życie jest popieprzone. Po 10 minutach wyłączyłam wodę i wyszłam spod prysznica. Owinęłam się puszystym, białym ręcznikiem i otworzyłam drzwi.
-Dłużej nie mogłaś, księżniczko? – drgnęłam przestraszona i spojrzałam w stronę łóżka. Na nim, w rozwalonej pozie leżał Damon.
-Przestraszyłeś mnie. – odparłam ostrożnie i wzięłam rzeczy z łóżka. Chłopak w wampirzym tempie znalazł się przy mnie. Objął mnie w pasie od tyłu i szepnął mi do ucha namiętnym tonem:
- Wolę cię w takim wydaniu. – jego palec znalazł się na krawędzi ręcznika. Lekko go poluzował.
-Damon….- westchnęłam. Ale on mnie nie słuchał. Muskał wargami moją szyję, delikatnie zahaczając kłami o płatek mego ucha. Jego dłonie poluzowały mój ręcznik, który opadł na podłogę tworząc kałużę materiału.
-Taką cię lubię….- usłyszałam jego cichy szept pomiędzy pocałunkami. Błyskawicznie obrócił mnie ku sobie i zlustrował wzrokiem jakbym była jakimś towarem na sprzedaż.
-Kochanie, zobaczymy się na kolacji. – wylałam na niego kubeł zimnej wody. Ocknął się i spojrzał na mnie wilkiem. Skorzystałam z okazji i spowrotem ręcznik był na mnie. Wypchałam go za drzwi sypialni i zamknęłam na klucz. Niech złorzeczy, ale potem nie będzie żałował… Wróciłam do łazienki i położyłam ubrania na toalecie. Zaczęłam od ogolenia nóg i pach, potem założyłam seksowną bieliznę (czarną), do tego czarne figi oraz czarne pończochy. Wysuszyłam dokładnie włosy, wyprostowałam je prostownicą i popsikałam je wiśniową mgiełką, aby dodać im połysku. Na końcu włożyłam sukienkę i buty, które kupiłam z Caroline. Zrobiłam lekki makijaż i już byłam gotowa. Wzięłam głęboki wdech i wydech i wyszłam z łazienki. Odkluczyłam drzwi i wyszłam na korytarz. Miałam nadzieję, że niespotkam tu tego gnojka, Stefana, który złamał mi serce. Zeszłam powoli i usłyszałam delikatną muzykę dochodzącą z salonu. Podeszłam bliżej i okazało się, że Damon puścił mój ulubiony zespół Roxette. [„It Must Have Been Love”]. Stanęłam przy rogu korytarza i z fascynacją obserwowałam Damona, który stał do mnie tyłem. Oczywiście był ubrany na czarno. W dłoni trzymał szklankę z Burbonem i pewnie nad czymś się zastanawiał. Lubiła go czasami tak poobserwować z boku. W końcu postanowiłam przerwać milczenie i weszłam głębiej. Moje obcasy zastukotały na drewnianej podłodze. Salvatore odwrócił się i zamarł. Szłam w jego stronę wolnym krokiem. W jego oczach wyczytałam bezgraniczny zachwyt.
-Chyba nie jestem jednak głodny….- zachrypiał swoim męskim barytonem i odłożył szklankę na stolik. Podszedł do mnie i objął w talii. Spojrzałam mu prosto w oczy. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Był taki….seksowny. Przejechałam palcem po jego wargach. Były ciepłe i miękkie. Jakby tak….Stanęłam na palcach i go pocałowałam. Damon natychmiast przemienił to w namiętny pocałunek.
-Kocham Cię…- szepnęłam, gdy już oderwaliśmy się od siebie. Chłopak dotknął czule mojego rozgrzanego policzka.
-Nawet nie wiesz jak bardzo chciałem to usłyszeć…- wyszeptał i wpił mi się w wargi. Odwzajemniłam to i odpłynęliśmy w siebie….

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz