sobota, 24 listopada 2012

01x22 OSTATNI



-Kim ona jest? – spytała Rebekah swoim wysokim, nosowym tonem. Elijah poklepał ją po dłoni.
-To jest Elena, dziewczyna Damona. – przedstawił mnie Pierwotny. Rebekah obrzuciła mnie ponownie taksującym spojrzeniem.
-Damona? – uniosła idealnie wygoloną brew.
-Tak, Damona. – odpowiedziałam pewnym tonem.
-Ty go zadowalasz? – prychnęła.
-Jak widać. – miałam już dosyć tej bezsensownej konwersacji. Rebekah zbliżyła się do mnie.
-Nie pyskuj, humani. – syknęła. Patrzyłam jej prosto w oczy i o dziwo się jej nie bałam.
-Bekki, proszę…- Elijah położył dłoń na ramieniu siostry. Dziewczyna obróciła głowę ku niemu.
-Upadasz coraz niżej, Elijah. – odrzekła lodowatym tonem i minęła mnie bez słowa. Poczułam się dotknięta tymi słowami.
-Chyba jednak źle zrobiłam, że tu przyszłam. – ruszyłam w stronę drzwi. Otworzyłam drzwi i odwróciłam się. Elijah stał na środku salonu ze zrozpaczoną miną.
-Żegnaj. – szepnęłam i wyszłam. Zeszłam po schodkach i ruszyłam żwirowatą dróżką i gdy znalazłam się poza bramami rezydencji Mikaelsonów zaczęłam biec. Chciałam znaleźć się jak najdalej od nich. Teraz dopiero zdałam sobie sprawę jak bardzo się ich boję. Stanęłam na rogu ulic. Dyszałam jak po maratonie. Gdyby tu był Damon….Och, mój ukochany…Na wspomnienie jego cudownych oczu, zapachu, dotyku; łzy stanęły mi w oczach. Otarłam je wierzchem mojej dłoni. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i wybrałam numer Damona. A nuż może odbierze? Jeden sygnał, potem drugi…aż w końcu usłyszałam upragnione:
-Halo? – z wrażenia zamilkłam. Stałam pośrodku ulicy z telefonem przy uchu wytrzeszczając oczy.
-Eleno, wiem, że tam jesteś. – łzy poleciały mi ciurkiem po twarzy. Jakże bardzo mi go brakowało.
-Gdzie jesteś? – załkałam. Czułam jak moje serce na nowo się skleja w jedną całość i jak mi się robi ciepło na duszy.
- Za Tobą. – usłyszawszy to, wolno obróciłam się. Jak w spowolnionym tempie uniosłam głowę. Naprzeciwko mnie stał Damon. Na jego twarzy igrał się uśmiech. Czarne kosmyki włosów opadały mu nonszalancko na czoło. Koszula (jak zwykle czarna) była lekko rozpięta. Z wrażenia telefon wypadł mi ze sparaliżowanej dłoni. Damon jak zwykle pochwalił się niezwykłym refleksem i złapał go zanim upadł na ziemię.
-Kochanie…- jego baryton uderzył we mnie jak solówka gitary elektrycznej. Mogłabym go słuchać bez końca. Teraz stał tu przy mnie i obserwował mnie badawczym wzrokiem. Jakże uwielbiałam te jego lazurowe tęczówki. Mroczki pojawiły się przed moimi oczami. Zanim straciłam przytomność usłyszałam:
-Elena…Elena….
                                      **************************************
Nie wiem jak długo leżałam, ale gdy otworzyłam oczy nastawał już nowy dzień. Przeciągłam się. Było mi tak rozkosznie wygodnie i ciepło. Przewróciłam się na bok. Natrafiłam na leżącego obok mnie Damona.
- Dzień dobry, śliczna…- mruknął mi do ucha. Uśmiechnęłam się i spojrzałam w jego śliczne oczy. Dotknęłam jego policzka. Czuć było pod palcami kilkudniowy zarost. Kącik jego ust lekko zadrgał i uniósł się do góry. Nachylił się ku mnie i musnął wargami moje usta. Ja nie chciałam żadnych delikatności. Przyciągnęłam go do siebie i  namiętnie pocałowałam. Mężczyzna zamruczał z zadowolenia. Błyskawicznie znalazł się nade mną. W jego oczach błyszczały iskierki pożądania i podniecenia. Boże, jak mnie podniecał… Dech mi zaparło.
- Jesteś gotowa? – uniósł znacząco brwi i uśmiechnął się łobuzersko. Nie musiałam mu nic mówić. Rozsunął moje wargi językiem. Owinął mnie jego ciepły oddech. Mój język dołączył nieśmiało do jego. Całowaliśmy się namiętnie, w tym samym czasie rozbierając się. Nasze ubrania upadły na podłogę. Zarzuciłam dłonie za jego szyję i obcałowywałam całą jego twarz, potem szyję i tors. Był taki boski… Zahaczyłam palcem o jego bokserki. Damon znacząco się uśmiechnął i już miał je ściągnąć, gdy do pokoju wparował Stefan. Miał bardzo poważną minę. Natychmiast zakryłam się kołdrą i zarumieniłam się ze wstydu. Za to mój ukochany, nie bacząc na to, że jest nagi, opadł na plecy i podparł się na łokciach.
-Nie możesz chociaż uszanować chwili prywatności? – spytał go z tym bezczelnym uśmiechem na twarzy. Stefan skrzyżował ręce na piersi i stanął w lekkim rozkroku.
-Klaus nadchodzi. – powiedział śmiertelnie poważny. W pokoju zapadła grobowa cisza. Patrzyłam na młodszego Salvatore’a zaskoczona. Można było przewidzieć, że Klaus kiedyś tam zemści się, ale że teraz… Damon mocniej ścisnął mi dłoń. Zmarszczył brwi.
-Skąd masz takie wiadomości? – spytał go. Mój były chłopak popatrzył na niego zimno.
-Powiem tylko tyle, że nie będzie sam. Przyjdzie z całą kohortą hybryd. – wycedził i zniknął. Po jego wyjściu Damon wstał i wciągnął na siebie dżinsy.
-Musisz się ubierać? – jęknęłam, opadając na poduszki. Damon stał do mnie tyłem, ale wyczułam, że się uśmiecha.
-Ktoś musi uratować księżniczkę. – odparł i wyszedł z pokoju. Przewróciłam się na bok i uśmiechnęłam się ponuro. Przymknęłam oczy. Przypomniało mi się to jak zastałam Damona nago. Hahah J
RETROSPEKCJA:
Rok temu, Mystic Falls:
Szłam szybko ulicą. Pod pachą miałam pamiętnik Katheriny. Zamierzałam go pokazać Stefanowi. Tylko jemu. Mogłam mu zaufać, w porównaniu do jego brata. Na jego myśl, serce zaczęło walić mi szybciej. Czemu tak na niego reagowałam? Mam chłopaka, kocham go ponad życie, a tu zjawia się znikąd jego braciszek. Damon. Mroczny jak noc, ironiczny (czym mnie wkurza), umiejący się tylko bawić i pić krew. Zapewne nigdy nie brał na poważnie moich słów, ale co tam. Doszłam do rezydencji Salvatore’ów. Już uniosłam dłoń, aby zapukać, gdy drzwi się otworzyły. W progu stał Damon. Oparł się o framugę i spytał:
-Co cię sprowadza, dziewczyno z misją? – na jego twarzy pojawił się ten ironiczny uśmieszek, który mnie naprawdę rozwalał.
-Wal się. – warknęłam i minęłam go. Rzuciłam księgą na stół. – Jest Stefan? – rzuciłam w powietrze. Mężczyzna zszedł do mnie.
-A po co ci on? Jestem ja. – podszedł jeszcze bliżej. Cofnęłam się. Wpadłam na stolik. Przekrzywił głowę.
-Elena. – usłyszałam zza pleców głos Stefana. Odepchnęłam Damona i wpadłam ramiona mego ukochanego.
-Znalazłam pamiętnik Katherine. – szepnęłam mu do ucha. On skinął głową, wziął księgę i udaliśmy się do jego sypialni. Kątem oka zauważyłam, że porządnie Damona wkurzyliśmy. Chciałam do niego podbiec, pocieszyć go. Nie, stop! O czym ja myślę? Zamknęłam drzwi. Usiadłam ze Stefanem na łóżku. Chłopak delikatnie otworzył książkę.
Kilka godzin później:
-Idę się czegoś napić. Chcesz coś? – wstałam, rozprostowując moje ścierpłe nogi. Stefan pokiwał przecząco głową i nadal studiował pamiętnik. Wyszłam z pokoju. Nie wiem co mnie podkusiło, ale po drodze z ciekawości wstąpiłam do pokoju Damona. Wewnątrz panował półmrok. Łóżko było zaścielone czarną pościelą. Ramy łóżka były zrobione z czarnego metalu, wykwintnie wyrzeźbione w pnącza róż. Musnęłam palcami kolumny i podeszłam do okna. Świeciło słońce.
-Ekhem…- usłyszałam za moimi plecami i obróciłam się. Oczy prawie wyszły mi z orbit. Przede mną stał….nagi Damon. Piana spływała po jego umięśnionym ciele. Z zażenowania odwróciłam się i zakryłam ręką oczy.
-Chyba pomyliłam pokoje. – wymamrotałam. Sięgnęłam po ręcznik leżący na krześle i rzuciłam nim w Damona nadal zakrywając oczy ręką. Ten, okrył się nim od pasa w dół. Odkryłam oczy. Czarnowłosy bóg stał naprzeciwko mnie, przekrzywiając głowę i robiąc minę niewinnego. Zarumieniłam się ze wstydu. Myślałam, że zaraz zapadnę się pod ziemię.
-To ja już idę. – wybąkałam i przeszłam obok niego. Chwycił mnie za nadgarstek.
-Chyba nie przyszłaś tu przez przypadek? – przyszpilił mnie wzrokiem. Nie odpowiedziałam. Zbliżył się do mnie. Czułam bijące od niego ciepło. Stał tu przede mną, odziany jedynie w ręcznik, który zmysłowo wisiał na jego biodrach. Przełknęłam głośno ślinę.
-Wiem, że ty tego chcesz. – szepnął. Oparłam się o drzwi, aby nie upaść. Odwróciłam głowę, aby na niego patrzeć. Ciągnęło mnie do niego mocno, ale musiałam się mu oprzeć. Jednak w końcu hamulce przestały działać i rzuciłam się na niego. Łapczywie obcałowywałam go. On trzymał mnie mocno w ramionach i szaleńczo mnie całował. Iskry pożądania sypały się wokół nas. Jęknęłam. Damon traktował mnie tak czule. Warknął. Wgryzł mi się w szyję. Poczułam ostry ból, a potem łagodne uczucie rozkoszy.
-Oh Damon….- szeptałam jego imię jak nakręcona. Wczepiłam dłonie w jego włosy. Padliśmy na łóżko….
                                               ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zaśmiałam się pod nosem. To wtedy był początek końca mojego związku ze Stefanem. Początkowo myślałam, że to przejściowy kryzys, ale myliłam się. Czasami intrygowało mnie dlaczego Stefanowi aż tak zależy na odnalezieniu Katherine. A potem wpadka w grobowcu…. W moich oczach pojawiły się łzy. Łza potoczyła się po moim policzku. Leniwie wstałam z łóżka. Odsłoniłam zasłony. Na niebie nie było ani jednej chmurki. Przeciągłam się i poszłam się ubrać. Gdy skończyłam, wyszłam z pokoju i zeszłam na dół. Nikogo nie było. Weszłam do kuchni, aby nalać sobie soku, gdy poczułam silne uderzenie. Upadłam na podłogę…..

środa, 21 listopada 2012

01x21



Minuty mijały, a Elijah się nie pojawiał. Wstałam i podeszłam do schodów. Już miałam iść go szukać, gdy wyjście zatarasował mi młody mężczyzna. Podniosłam głowę i mój wzrok zatracił się w jego spojrzeniu. Był łudząco podobny do Elijaha, ale różnił się szopą czekoladowych włosów oraz błyszczącymi, ciemnobrązowymi oczami. Założył ręce na piersi i wpatrywał się we mnie z ciekawością. W mojej głowie zapaliła się czerwona lampka.
-Witaj. – jego miły baryton pieścił moje uszy.
-Cześć. – z moich ust wydobyło się krótkie powitanie. Chłopak ujął moją dłoń i ucałował delikatnie jej wierzch. Cóż za galanteria…
-Jestem Kol, brat Elijaha. – przedstawił się z uśmiechem. Lekko zawstydziłam się, gdyż on stał tu elegancko ubrany, a mnie pokrywała warstwa zaschniętej krwi.
-Elena, miło mi. – uśmiechnęłam się pod nosem. W tej samej chwili dołączył do nas Elijah. W ręku trzymał czerwoną torbę. Przeskakiwał wzrokiem ze mnie na Kol’a.
-Widzę, że się poznaliście. – Elijah był wyraźnie zadowolony.
-Bardzo miłą towarzyszkę sobie znalazłeś bracie. – Kol klepnął Elijaha w ramię. W jego głosie wyczułam nutę ironii.
-Miło było Cię poznać, panienko Eleno. – Kol zasalutował i odszedł.
-Czy on zawsze się tak wydurnia? – spytałam Elijaha lekko rozbawiona.
-Tylko jak widzi jakąś ładną dziewczynę. – kąciki jego ust lekko zadrgały. Usiedliśmy na kanapie. Elijah przemył mi rany i opatrzył je.
-Będzie jeszcze lepiej jak się wykąpiesz i przebierzesz. – zauważył.
-Nie mam w co…- posmutniałam. Zrobiło mi się nagle gorąco.
-Rebekah na pewno Ci coś pożyczy…- poklepał mnie po kolanie. Uniosłam brwi. Elijah pozwalał sobie na wiele…
-Możesz zdjąć rękę? – spytałam go uprzejmym tonem. Mężczyzna momentalnie ściągnął dłoń.
-Przepraszam. – speszył się. Oboje siedzieliśmy zażenowani.
-Może lepiej jak już pójdę…- wstałam.
-NIE! – Elijah głośno zaprotestował. Echo odbiło się głośno. Uniosłam brwi.
-To znaczy…- spuścił wzrok i powoli się uspokajał. Serce łomotało mi głośno. Tak szczerze, to trochę się go bałam.
-„Nie drażnij wampira…”- usłyszałam w głowie głos Damona. Do pomieszczenia weszła szczupła blondynka. Rebekah. Obrzuciła mnie nienawistnym spojrzeniem. Stanęła obok brata. Podobieństwo między nimi było uderzające. Dziewczyna miała proste, blond włosy. Usta koloru koralowego odbijały pogardę widoczną na jej twarzy. Policzki przypominały trochę „pyzy”. Lecz była to bardzo piękna kobieta. W tej chwili ubrana była w krótką, ciemnoróżową sukienkę, zapewne z jedwabiu. Na zgrabnych nogach widniały złote szpilki. Zbytnio mi się nie spodobała. Taka dziunia, które w szkole spotykam. Czułam, że z tej znajomości będą same kłopoty.

wtorek, 20 listopada 2012

01x20



Mikaelsonów?! To Elijah jest synem Esther?!
-Nic ci nie jest? – zaniepokoił się chłopak, widząc zapewne moją kwaśną minę. Zmrużyłam oczy.
-Ty! – syknęłam, wbijając palec w jego pierś. – jesteś synem Esther! – dokończyłam, cofając się.
-Tak to prawda. Ale ona nie żyje, a poza tym to ona nigdy mnie nie kochała. Mnie ani mojego rodzeństwa. Może tylko Finn’a. Tego maminsynka. – ostatnie słowa wyrzucił niemal z pogardą.
-To ile masz rodzeństwa? – spytałam z ciekawością. Podeszłam do niego bliżej.
-Chodź, to ci opowiem. – wyciągnął rękę do mnie. Zawahałam się. Lecz po chwili zastanowienia ujęłam ją pewnie i ruszyliśmy spacerem wzdłuż skwerku otaczającego rozległą rezydencję.
-Mam 4 rodzeństwa. Klaus, Kol, Finn i Rebekah. Urodziliśmy się około 1000 lat temu. Naszą matką jest, znaczy się była Esther, a ojcem jest Mikael, który leży w podziemiach. Klaus unieruchomił go, gdyż chciał nas wszystkich pozabijać. W sumie to jestem mu wdzięczny, że to zrobił. – przerwał, aby zaczerpnąć świeżego powietrza.
-A co wy właściwie macie wspólnego z Salvatore’ami? – nie za bardzo rozumiałam do czego zmierza.
-Bardzo dużo. Właściwie to teraz powinien ci zacząć opowiadać Klaus i Rebekah bo w sumie oni mieli z nimi najwięcej do czynienia. Zwłaszcza Rebekah. – zachichotał jakby śmiał się z dobrego żartu. Przysiedliśmy na ławeczce.
RETROSPEKCJA:
Rok 1920., Chicago
W barze „Lounge” było bardzo tłoczno. Stefan siedział przy jednym ze stolików i popijał drinka. Ze swoim bratem, Damonem nie miał kontaktu od dobrych kilkudziesięciu lat. Katherine zginęła, nie ma czego wspominać. Koło jego stolika przeszła para. Kobieta miała modnie uczesane blond włosy, ubrana była w migoczącą sukienkę, która przy każdym jej ruchu lekko dzwoniła. Mężczyzna był uczesany na gładko. Ubrany był w elegancki smoking. Usiedli przy sąsiednim stoliku. Kobieta zamówiła szampana, a mężczyzna whiskey. Stefan wyczuł, że oboje są wampirami. Zapewne byli też rodzeństwem. Upił łyk. Przeniósł z nich wzrok i przeleciał wzrokiem po Sali. Musiał napić się krwi i to szybko.
-Witam. – do Stefana przysiadła się młoda para. Dziewczyna rzeczywiście była śliczna. Usta złożone w dzióbek.  Loki idealnie podkreślające jej twarz w kształcie serca.
-Witam. – przywitał się grzecznie Stefan. Od czasu gdy stał się wampirem, unikał towarzystwa ludzi.
-Jestem Klaus, a to moja siostra Rebekah. – przedstawił się nieznajomy. Kobieta przewróciła oczami.
Nik, ja umiem gadać. – odpyskowała. Klaus uśmiechnął się wyrozumiale. Siedzieli i rozmawiali, aż zeszli na temat wampirów.
-Widać, że jesteś nowym wampirem. – rzekł Klaus i upił łyk trunku.
-Nie tak nowym. – burknął Stefan. Nie podobał mu się ton nieznajomego. Mężczyzna zaśmiał się. Kobieta zniknęła.
-A kiedy zostałeś przemieniony?- spytał uprzejmie Klaus.
- W 1864 roku. – odparł Salvatore.
-To jesteś młody. – zaśmiał się Pierwotny.
                                            ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
-…i tak się poznali. – zakończył swoją opowieść Elijah. Ocknęłam się.
-Ja potrzebuję informacji gdzie przebywa Damon. – powiedziałam niemal błagalnym tonem. Pierwotny spojrzał na mnie zaskoczony.
-Damon? Ja myślałem, że jesteś ze Stefanem…- zamyślił się.
-O nie nie nie. To skończona historia. – pokręciłam przecząco głową.
-Lepiej nie zwlekajmy tylko chodź ze mną do domu. Nie lubię cię całej we krwi. – skrzywił się.
-A ja myślałam, że wampiry uwielbiają krew. – zaśmiałam się. Elijah dołączył do mnie i weszliśmy do środka. Powiało chłodem. Sień była wielka i zimna. Otaczały ją kolumny z czarnego marmuru. Weszliśmy głębiej, a tam czekał na nas ogromny salon otoczony kolumnami tak jak plac św. Piotra. Pośrodku stała skórzana kanapa, a naprzeciwko niej kominek. Na szczęście na panelach leżał puszysty dywan.
-Rozgość się, ja pójdę po apteczkę. – głos Elijaha odbił się echem. Nieśmiało zeszłam po schodkach i siadłam na krańcu kanapy. Czekałam…

01x19



Wyciągnęłam go powoli z wraku mojego samochodu i położyłam go pod drzewem. Cicho stęknął.
-Co..się…stało? – usiłował wstać, lecz znów zabolała go głowa i położył się spowrotem.
- Powinnam ciebie o to samo spytać…- mruknęłam, siedząc obok niego.
-Pamiętam tylko tyle, że ktoś wskoczył mi na drogę, pojawił się niewiadomo skąd i musiałem przyhamować. Widzę, że ty też nie jesteś w najlepszym stanie. – zerknął na mnie spod warstwy krwi. Oboje byliśmy w nie najlepszym stanie.
-Tylko co teraz? Nie ma zasięgu, i w dodatku to bezludzie. – odparłam lekko zła na siebie. W tej sytuacji byliśmy bezradni jak dzieci.
-Katherine! Tu cię mam! – usłyszałam za sobą syk. Odwróciłam się przerażona. Za nami stał nieznajomy mężczyzna. Trzymał ręce w kieszeniach spodni. Był elegancko ubrany, pod krawatem. Miał lekko skośne oczy, wysokie kości policzkowe i wąski nos. Włosy ciemnobrązowe, tak jak i jego oczy. Cofnęłam się niezdarnie w stronę Alarica, który tak jak i ja był sparaliżowany strachem.
-Ja…nie..jestem Katherine…- wyjąkałam. Nieznajomy błyskawicznie znalazł się przy nas. Wyczułam, że to wampir. Przykląkł prz nas i przekrzywił głowę. Serce zabiło mi szybciej.
- Czyżby? Mnie nie oszukasz, ty wstrętna suko! – warknął. Lecz potem wyraz jego twarzy zmienił się radykalnie.
-Jestem Elena. – przedstawiłam się drżącym głosem. Chłopak natychmiast zmienił nastawienie do mnie. Uśmiechnął się przyjaźnie.
-Elena…Piękne imię. Ja jestem Elijah. – ucałował moją dłoń. – Co tu się stało? – spytał patrząc na nas.
-Mieliśmy wypadek. Jechaliśmy do Mystic, do pewnej czarownicy, aby pomogła nam odnaleźć mojego…ukochanego. – przy słowie „ukochanego” zawahałam się. Bo jakby go tu nazwać? Moim życiem? Moim sercem? Nie mogłam znaleźć odpowiedniego słowa.
-Do Nadii? – zdziwił się. Spojrzałam na niego zaskoczona. Znał ją?
-Ty ją znasz? – byłam mocno zaskoczona. Elijah zaśmiał się z mojej głupoty.
-Każdy szanujący się wampir ją zna. Ona wielokrotnie mi pomogła. – spuścił głowę. Ja oplotłam rękoma kolana. Zapadło milczenie.
-Elena….powinniśmy chyba ruszyć w dalszą drogę. – wychrypiał Alaric.
-Niby jak? Przecież auta nie mamy, ty się nie ruszysz…. – westchnęłam.
- Nie martw się o mnie. Elijah ci pomoże. – mrugnął do mnie okiem. Zamarłam.
-Ale…- Alaric machnął zniecierpliwiony ręką.
Wstałam i natychmiast się zachwiałam. Elijah wspomógł mnie swoim ramieniem.
-Powinienem Cię opatrzyć. – zauważył przytomnie.
-Oj tam. To tylko draśnięcia. – usiłowałam zbagatelizować sprawę. Lecz Elijah nie chciał o tym słyszeć.
-Nie ma mowy. – wyciągnął rękę i wyciągnął z mojego czoła odłamki szkła. Syknęłam. Rana zapiekła bezlitośnie.
-Wiesz co, ja Cię wezmę do siebie i opatrzę cię. – mężczyzna przyglądnął się mi z uwagą.
-A co z Alarickiem? – zaprotestowałam. Nie mogłam pozwolić na to, aby on tu został.
-Mną się nie przejmujcie. Nie z takich opresji się wychodziło. Spotkamy się w Mystic. – ponownie do mnie mrugnął okiem i pokuśtykał między drzewa i zniknął. Czasami kompletnie go nie rozumiałam.
-To wy się znacie? – spytałam wampira podejrzliwie.
-Zamierzchłe czasy. A teraz chodź. – wziął mnie mocno za łokieć i ruszyliśmy wzdłuż drogi, zostawiając samochód na poboczu. Nawet się nie zorientowałam jak wziął mnie na plecy i w wampirzym tempie ruszyliśmy do przodu. Wiatr rozwiewał me włosy, a przed oczami las zamieniał się w jedną plamę. Wtuliłam twarz w ramię Elijaha, gdyż powoli zaczynało mi się robić niedobrze. Nawet Damon nie fundował mi takich rozrywek. W końcu stanęliśmy przed potężnym gmachem jakieś willi. Wampir postawił mnie na nogach. Kręciło mi się nadal w głowie, więc przysiadłam sobie na krawężniku. Elijah odwrócił się i rzekł do mnie z dumą w głosie:
-Witam przed rezydencją Mikaelsonów.-