poniedziałek, 22 października 2012

01x02

Po wyjściu Damona, długo nie mogłam otrząść się z tego. W sumie to nie zdradziłam Stefana, ale jednak....czułam się okropnie. Wyjrzałam przez okno. Na podjeździe stali Ric i Damon. Profesor wymachiwał rękoma i cos tłumaczył zasłuchanemu Damonowi. A może mi się tylko wydawało? Po chwili Alaric zauważył mnie i pomachał. Odmachałam mu. Wtedy Damon również się odwrócił. Patrzyłam mu prosto w oczy. Miały taki śliczny odcień niebieskiego i zielonego. Poczułam jak drgnęło mi serce. Obróciłam się gwałtownie.
-Nie powinnaś tego robic...- powiedziałam do siebie i pomasowałam sobie skronie. Za dużo nerwów mnie to kosztowało. Postanowiłam, że zadzwonię do mojej przyjaciółki Bonnie. Była czarownicą. Wielokrotnie wyratowała mnie z opresji, a z drugiej strony nienawidziła Damona. Nie wiem za co....Przeciez nic jej nie zrobił. To prawda, był bezczelny, ale już taki był. Odebrała po dwóch sygnałach.
-Cześć Bonnie, tu Elena. - przywitałam sie.
-O, cześć El. Dawno się nie odzywałaś. - Bonnie odpowiedziała z lekkim wyrzutem w głosie.
-Przepraszam, ale musiałam pobyć sama....- wyszeptałam. Wzięłam do ręki ostatnie nasze wspólne zdjęcie.
- Ta samotność nazywa się Damon? - usłyszawszy to, zatkało mnie. Po raz pierwszy w ten sposób się do mnie odezwała.
-Właściwie co masz do niego?! - wzburzenie się we mnie gotowało.
-On jest wampirem. NIEBEZPIECZNYM. - podkreśliła słowo "niebezpiecznym".
-Nie znasz go! Nawet nie wiesz jaki jest! Jak mozesz?! Myślałam, że jesteś moją przyjaciółką! - wydarłam się na nią i trzasnęłam słuchawką. Łzy toczyły się po moich policzkach. Nie kontrolowałam się. Krzyknęłam i zaczęłam rozrzucać przedmioty. Lampa pękła na dwoje, lustro rozbiło się. Mój pokój wyglądał jak jedno wielkie pobojowisko. Ja sama stałam z rozwichrzonymi włosami pośrodku. Do pokoju wpadli Alaric i Damon. Alarica kompletnie przytkało.
-Co tu się wydarzyło? - spytał wstrząśnięty. Ja ledwo stałam na nogach.
-To co widzisz. Rozmowa z Bonnie zakończyła naszą przyjaźń.- burknęłam na niego i klapłam na niepościelone łóżko.
-Zostaw nas samych. - usłyszałam cichy, męski głos Damona. Rozszlochałam się. Drzwi się zamknęły. Szybko wycierałam oczy, aby nie zobaczył moich łez, lecz nie udało się. Kleknął przy mnie i odsunął moje ręce z mojej twarzy.
-Nie płacz. Ona nie jest tego warta. - jego  poważne spojrzenie nieco mnie uspokoiło.
-Ale ona jest moją najlepszą przyjaciółką...- załkałam i wtuliłam sie w jego ramię.
-Nie myśl już o tym. Mam pomysł. Może pójdziemy na jakąś imprezę? Rozluźnisz się i przestaniesz o nich myśleć. - zaproponował mi chłopak.
-Nie wiem...- spuściłam wzrok i utkwiłam go w moich kolanach.  
-Eleno, nie daj się dłużej prosić...- zamruczał, az ciarki przebiegły mi po plecach. Podniosłam wzrok. Wpatrywał się we mnie jak w świety obrazek.
-Przestań się tak na mnie gapić to pójde. - zagroziłam mu ze śmiechem. On tylko pocałował mnie przelotnie w usta.
-Czekam na ciebie na dole. - odrzekł z uśmiechem i wyszedł. Uśmiech nie schodził mi z twarzy. Westchnęłam i zaczęłam się szykować na imprezę.....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz