wtorek, 23 października 2012

01x03

Właśnie wkładałam moje ulubione czarne szpilki, gdy ktoś zapukał do drzwi.
-Damon! Uspokój się! - zawołałam, gdyż myślałam, że to najstarszy z braci Salvatore dobija sie do mych drzwi. Jednak myliłam sie. W progu stanęła Bonnie. 
-Czego chcesz? - spytałam się sucho, nie odwracając się do niej. Przyjaciółka stała w drzwiach zmieszana.
-Chciałam Cię przeprosić. Nie powinnam tego ci powiedzieć. To fakt, nie lubię go. Mam swoje powody. Po prostu martwię się o Ciebie. - podeszła do mnie z "zatroskaną" miną. W dupie miałam jej troskę.
-Wiesz, Bonnie, ale potrzebuję czasu, aby to przetrawić. Przyjaciółka nigdy by czegoś takiego nie powiedziała. - odparłam i odwróciłam się do niej plecami.
-Jak chcesz, ale potem nie przychodź do mnie zalana łzami, że Damon cię rzucił. - odpowiedziała z wyższością w głosie. Nie wytrzymałam i trzasnęłam ją w twarz. W tejże samej chwili do pokoju wszedł Damon. Na sobie miał oczywiście czarną koszulę, podkreślajacą jego idealną muskulaturę oraz długie, ciemne dżinsy. 
-Lepiej bedzie jak już pójdziesz. - syknął do czarownicy. Ta spojrzała na niego nienawistnie i wypadła z mojego pokoju. Mężczyzna podszedł do mnie.
-Wszystko OK? - chwycił mnie za ramiona i spojrzał w oczy. Widać było, że niepokoi się o mnie.
-Tak, tak. Jeszcze tylko kolczyki założę. - wymusiłam uśmiech na twarzy. Po chwili schodziliśmy po schodach w dół. 
-To ja idę, Ric! - krzyknęłam i wyszliśmy na świeże powietrze.
-A właściwie gdzie jest ta impreza? - zwróciłam się do niego.
-W Grillu. - odpowiedział i chwycił mnie za rękę. Można było pomyśleć, że jesteśmy parą, ale w rzeczywistości byliśmy przyjaciółmi. Nawet do tego miałam pewne wątpliwości... Kątem oka patrzyłam na jego zwinne ruchy jak u pantery. Jego włosy lekko rozwiewał wiatr.
-Eleno, nie musisz mi się ukradkiem przypatrywać. Możesz patrzeć na mnie ile chcesz. - kącik jego ust uniósł się do góry. Odwróciłam wzrok natychmiast. Poczułam jak gorące się robią moje policzki. Po tej uwadze zamilkliśmy i szliśmy prosto do miejscowego klubu. Zza horyzontu słońce zachodziło tworząc krwawą poświatę ponad czubki drzew. Doszliśmy do Grilla i weszliśmy do środka. W środku grała muzyka: Anaberlin - Enjoy The Silence. Dużo ludzi tańczyło, piło drinki albo whisky. Siedliśmy z Damonem przy kontuarze. Zamówił dla nas burbona. Rozejrzałam się. Wszędzie otaczały mnie znajome twarze. Caroline tańczyła razem z Mattem i Tylerem. Biedny Matt....Nie może się pogodzić z tym, że ona wybrała Tylera. Patrzył na nią tym swoim maslanym wzrokiem. Otrząsnęłam się, gdy postawiono przede mną szklankę trunku.
-Uważaj, jest mocny...- ostrzegł mnie Damon, sam wypijając jednym tchem. Upiłam łyk. Rzeczywiście był niezwykle mocny. Ale niezwykle mnie rozgrzał. Zdjęłam mój biały sweterek.
-Zatańczysz? - obok mnie stał Klaus. Zdziwiłam się słysząc tą propozycję. 
-Dobrze. - odpowiedziałam, i już wsadziłam rękę pod jego ramię, gdy Damon przykleszczył go do ściany.
-Nie tkniesz jej. - wysyczał. Przestraszyłam się. Było w nim tyle zimnej furii. Pierwotny otrząsnął się i rzekł:
-Spoko koleś, wrzuć na luz. - i mrugnął do mnie okiem. Odszedł. Spojrzałam na Damona z pretensją.
-Nie jestem twoją własnością. Mogę robić co żywnie mi się podoba. - krzyknęłam mu w twarz, wypiłam jednym haustem burbona i ruszyłam na parkiet w ślad za Klausem. Znalazłam go stojącego przy ścianie i rozmawiajacego z jakąś blondynką. Podeszłam do niego i bez ogródek pocałowałam go w usta. Wiedziałam, że patrzy na mnie Damon. Gdy oderwałam się od Pierwotnego, obejrzałam się za siebie. Rzeczywiście, patrzył. W jego oczach wyczytałam ból, cierpienie, frustrację i gniew. Wyszedł, zostawiajac mnie przy ogłupiałym Klausie....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz