poniedziałek, 22 października 2012

01x01

Odkąd Stefan wyjechał, nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Wszystkie miejsca, obok których przechodziłam przypominały mi Jego. Siedziałam więc w domu i poddawałam się temu co Damon nazwał "użalaniem się nad sobą". Wredny dupek. Nie wiedział co to jest miłość, jak ona boli. Kochał, to prawda, ale to było wieki temu. Teraz Katherine nie żyła więc mógł sobie darować te swoje żałosne zaczepki. Wzięłam do ręki swojego ulubionego misia, którego dostałam na urodziny od Stefana. Był taki słodki. Nagle w drzwiach mojego pokoju stanął Alaric.
-Jak się czujesz? - spytał z troskliwą miną.
-Bywało lepiej. - odpowiedziała zgodnie z prawdą. Usiadł obok mnie na łóżku.
-Wiem, jak to jest stracić ukochaną osobę...- zaczął. Wiedziałam o czego pił. Jego ukochana, Jenna zginęła w pożarze, który wywołał Klaus.
-Stefan żyje i czuję to. - pewność siebie biła z mojego głosu.
-Damon dzwonił. - zmienił temat Saltzman.
-Czego chciał ten żałosny dupek? - spojrzałam w okno.
-On zaraz tu będzie. - zakomunikował mi. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Jak on mógł?!
-Co?! - byłam w szoku. Ric zaprosił Damona! Akurat w chwili gdy nikogo nie chciałam widzieć.
-Nie możesz być sama....Nie wiem co ci do łba strzeli....-wyjaśniał mi pospiesznie Alaric. Patrzyłam na niego wściekła. Wyszedł pospiesznie z mojego pokoju, bo nie wiedziałam co mu zaraz zrobię. Po chwili usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi i głos Damona:
-Jest u siebie? - Alaric musiał potwierdzić, bo usłyszałam kroki na schodach. Mną aż telepało. Nie chciałam go widzieć! Juz podeszłam aby zamknąć drzwi, gdy Damona noga zablokowała mi drzwi.
-Oj nieładnie...-usłyszałam jego ironiczną wypowiedź. Stanęłam więc w progu ze zmarszczonymi brwiami i ustami zaciśniętymi w cienką linię.
-Czego chcesz? - warknęłam. Wpatrywał się we mnie tymi swoimi malachitowymi oczami z usmiechem na twarzy.
-Sprawdzić jak się czujesz....- odparł z tym samym głupim uśmiechem na twarzy. Miałam ochotę walnąć go w twarz. 
-Bezczelny jesteś. - spojrzałam na niego spod byka.
-I za to kobiety mnie kochają...- za tą odpowiedź już miał dostać w twarz, gdy chwycił mnie za nadgarstek.
-Nawet nie próbuj. - szepnął do mnie z zimną furią na twarzy. W tej chwili się go przestraszyłam. Wiedziałam do czego jest zdolny, więc wolałam mu nic nie robić. Lecz jak tak na mnie patrzył z wściekłością nagle u mnie cały żal, smutek po odejściu Stefana minął. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Poczułam jak kręci mi się w głowie i upadam prosto w ramiona Damona.
-Elena, nic ci nie jest? - spytał z niepokojem. Otworzyłam oczy. Leżałam na łóżku. Jego silne ramiona oplatały mnie zewsząd tworząc jakby kokon.
-Nic, nic. Damon....- obróciłam się ku niemu, aby widzieć jego twarz. Pomiędzy jego brwiami pojawiła się pionowa zmarszczka.
-Chciałam cię przeprosić za to jak się zachowywałam w stosunku do ciebie. Nie zasługujesz na takie traktowanie. - wyznałam mu to prosto w twarz, gdy tak leżeliśmy na moim łóżku. Nie odpowiedział.
-Damon? - zaniepokoiłam się tym jego długim milczeniem. On chwycił moją twarz w swoje dłonie i łapczywie mnie pocałował. Nie przypominało to w niczym pocałunków ze Stefanem. Damon był natarczywy, a jednocześnie tak delikatny. Nie wiem co mi odbiło, ale odwzajemniłam go. Oplotłam jego szyję rękoma i przyciągnęłam go bardziej do siebie. Poczochrałam te jego kruczoczarne, niesforne włosy. Mruknął swoim aksamitnym barytonem przez co serce zaczęło walić mi jak oszalałe. Pewnie to usłyszał, bo zasmiał się cicho. Odsunął się ode mnie.
-Chyba za bardzo cię podniecam. - wstał z łóżka. Podparłam się na łokciach. Damon poprawiał sobie koszulę. Wyglądał tak seksownie w kolorze czarnym.
-Nie musisz mi się tak przypatrywać. - powiedział, zapinajac guziki. Na moich policzkach wykwitły rumieńce.Lubił jak czułam się nieco zażenowana.
-Patrzę, bo chcę. - odparłam z błyskiem w oku. Damon przypatrzył mi się uważnie.
-Czyżbym się przesłyszał? - uniósł brew. Nie odpowiedziałam....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz