Florence and the Machine - Never Let Me Go
-Przepraszam. - przeprosiłam Klausa i wybiegłam na zewnątrz. Byłam w szoku. Nie powinnam mu tego robić. A teraz nie wiedziałam gdzie się znajdował. Na próżno za nim wołałam. Odpowiadało mi tylko wycie wiatru. Drżałam, gdyż było mi zimno. Zorientowałam się, że sweter zostawiłam w Grillu. Poszłam go wziąć. Nie miałam ochoty na dalszą zabawę. Owinęłam się nim szczelniej i wróciłam do domu. Natychmiast zamknęłam się w swoim pokoju. Nie chciałam słuchać kazania Alarica. Zmyłam makijaż, przebrałam się w swoje ulubione, wygodne ciuchy i siadłam na łóżku z pamiętnikiem w ręce. Zaczęłam pisać:
Drogi pamiętniczku,
Nie wiem co mi do głowy strzeliło, aby pocałować Klausa prosto w usta. I to na oczach Damona! Biję się za to w pierś. Usiłowałam sie do niego dodzwonić, ale nic z tego. Włączała się tylko ta jego cholerna sekretarka. Ale w sumie nie jest tez tu bez winy. Urządził mi scenę zazdrości przy moich wszystkich znajomych. Taki wstyd....Ale czuję, że on czuje cos więcej niż przyjaźń do mnie. To tylko podejrzenia, ale widzę jak się zachowuje. To na razie tyle,
Twoja Elena.
Skończywszy pisać, schowałam pamiętnik w szafce. Przeciągnęłam się. Zeszłam na dół. Alarica nadal nie było. Pewnie nadal przesiaduje na cmentarzu. Wzięłam butelkę alkoholu z szafki i udałam się do salonu. Usiadłam i wypiłam pierwszy kieliszek. Potem drugi, trzeci....Po około godzinie byłam upita w trupa. Wstałam i chwiejnym krokiem udałam się do drzwi frontowych. Postanowiłam, że pójde do Damona wyjaśnić sobie wszystko. Po kilkunasto minutowym spacerze, byłam pod domem Salvatore'ów. Głośno zapukałam do drzwi. Tak jak myślałam, otworzył mi Damon. Nie miał na sobie koszuli, czy też mi sie wydawało? Patrzyłam tak na niego jak tępa klępa z otwarta gebą.
-Eleno, ty jesteś pijana! - zauważył, unosząc brew do góry.
-Gówno mnie to obchodzi! - wybełkotałam i rzuciłam sie na niego. Przyciągnęłam go do siebie i namiętnie pocałowałam. Odwzajemnił mi się tym samym. Usłyszałam huk zamykanych drzwi. Damon łapczywie mnie całował, a ja rozpinałam jego czarną koszulę. W wampirzym tempie zaniósł mnie do swojej sypialni. Przytomnie zdołałam zapamietać tylko uśmiechniętego triumfalnie Damona...
Następnego dnia:
Otworzyłam oczy. Słońce wpadało poprzez zasłony prosto na moją twarz. Uniosłam głowę. Potwornie mnie bolała. Podniosłam się na łokciach. Nie byłam w swoim pokoju. Usiłowałam sobie coś przypomnieć, ale ból głowy kompletnie mnie rozstrajał. Spojrzałam w bok i normalnie aż zachłysnęłam się powietrzem. Obok mnie spał nagi Damon! Jeszcze spał, ale ja mu przyjrzałam się z fascynacją. Kołdra przykrywała go tylko w połowie. Słońce padało wprost na jego idealną muskulaturę. Klatka piersiowa delikatnie unosiła się i opadała. Czarne kosmyki włosów opadały mu swobodnie na czoło. Było to tak nierealne, że aż myślałam, że śnię. Westchnęłam cicho i wyczołgałam się z łóżka. Założyłam jego koszulę i zeszłam na dół. Zażyłam tabletkę i popiłam ją wodą. Odetchnęłam z ulgą. Ból zelżał. Już miałam wrócić na górę, gdy rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Podeszłam do nich i je otworzyłam. Jakież moje było zdziwienie, gdy zobaczyłam w nich...Stefana!
Właśnie wkładałam moje ulubione czarne szpilki, gdy ktoś zapukał do drzwi.
-Damon! Uspokój się! - zawołałam, gdyż myślałam, że to najstarszy z braci Salvatore dobija sie do mych drzwi. Jednak myliłam sie. W progu stanęła Bonnie.
-Czego chcesz? - spytałam się sucho, nie odwracając się do niej. Przyjaciółka stała w drzwiach zmieszana.
-Chciałam Cię przeprosić. Nie powinnam tego ci powiedzieć. To fakt, nie lubię go. Mam swoje powody. Po prostu martwię się o Ciebie. - podeszła do mnie z "zatroskaną" miną. W dupie miałam jej troskę.
-Wiesz, Bonnie, ale potrzebuję czasu, aby to przetrawić. Przyjaciółka nigdy by czegoś takiego nie powiedziała. - odparłam i odwróciłam się do niej plecami.
-Jak chcesz, ale potem nie przychodź do mnie zalana łzami, że Damon cię rzucił. - odpowiedziała z wyższością w głosie. Nie wytrzymałam i trzasnęłam ją w twarz. W tejże samej chwili do pokoju wszedł Damon. Na sobie miał oczywiście czarną koszulę, podkreślajacą jego idealną muskulaturę oraz długie, ciemne dżinsy.
-Lepiej bedzie jak już pójdziesz. - syknął do czarownicy. Ta spojrzała na niego nienawistnie i wypadła z mojego pokoju. Mężczyzna podszedł do mnie.
-Wszystko OK? - chwycił mnie za ramiona i spojrzał w oczy. Widać było, że niepokoi się o mnie.
-Tak, tak. Jeszcze tylko kolczyki założę. - wymusiłam uśmiech na twarzy. Po chwili schodziliśmy po schodach w dół.
-To ja idę, Ric! - krzyknęłam i wyszliśmy na świeże powietrze.
-A właściwie gdzie jest ta impreza? - zwróciłam się do niego.
-W Grillu. - odpowiedział i chwycił mnie za rękę. Można było pomyśleć, że jesteśmy parą, ale w rzeczywistości byliśmy przyjaciółmi. Nawet do tego miałam pewne wątpliwości... Kątem oka patrzyłam na jego zwinne ruchy jak u pantery. Jego włosy lekko rozwiewał wiatr.
-Eleno, nie musisz mi się ukradkiem przypatrywać. Możesz patrzeć na mnie ile chcesz. - kącik jego ust uniósł się do góry. Odwróciłam wzrok natychmiast. Poczułam jak gorące się robią moje policzki. Po tej uwadze zamilkliśmy i szliśmy prosto do miejscowego klubu. Zza horyzontu słońce zachodziło tworząc krwawą poświatę ponad czubki drzew. Doszliśmy do Grilla i weszliśmy do środka. W środku grała muzyka: Anaberlin - Enjoy The Silence. Dużo ludzi tańczyło, piło drinki albo whisky. Siedliśmy z Damonem przy kontuarze. Zamówił dla nas burbona. Rozejrzałam się. Wszędzie otaczały mnie znajome twarze. Caroline tańczyła razem z Mattem i Tylerem. Biedny Matt....Nie może się pogodzić z tym, że ona wybrała Tylera. Patrzył na nią tym swoim maslanym wzrokiem. Otrząsnęłam się, gdy postawiono przede mną szklankę trunku.
-Uważaj, jest mocny...- ostrzegł mnie Damon, sam wypijając jednym tchem. Upiłam łyk. Rzeczywiście był niezwykle mocny. Ale niezwykle mnie rozgrzał. Zdjęłam mój biały sweterek.
-Zatańczysz? - obok mnie stał Klaus. Zdziwiłam się słysząc tą propozycję.
-Dobrze. - odpowiedziałam, i już wsadziłam rękę pod jego ramię, gdy Damon przykleszczył go do ściany.
-Nie tkniesz jej. - wysyczał. Przestraszyłam się. Było w nim tyle zimnej furii. Pierwotny otrząsnął się i rzekł:
-Spoko koleś, wrzuć na luz. - i mrugnął do mnie okiem. Odszedł. Spojrzałam na Damona z pretensją.
-Nie jestem twoją własnością. Mogę robić co żywnie mi się podoba. - krzyknęłam mu w twarz, wypiłam jednym haustem burbona i ruszyłam na parkiet w ślad za Klausem. Znalazłam go stojącego przy ścianie i rozmawiajacego z jakąś blondynką. Podeszłam do niego i bez ogródek pocałowałam go w usta. Wiedziałam, że patrzy na mnie Damon. Gdy oderwałam się od Pierwotnego, obejrzałam się za siebie. Rzeczywiście, patrzył. W jego oczach wyczytałam ból, cierpienie, frustrację i gniew. Wyszedł, zostawiajac mnie przy ogłupiałym Klausie....
Po wyjściu Damona, długo nie mogłam otrząść się z tego. W sumie to nie zdradziłam Stefana, ale jednak....czułam się okropnie. Wyjrzałam przez okno. Na podjeździe stali Ric i Damon. Profesor wymachiwał rękoma i cos tłumaczył zasłuchanemu Damonowi. A może mi się tylko wydawało? Po chwili Alaric zauważył mnie i pomachał. Odmachałam mu. Wtedy Damon również się odwrócił. Patrzyłam mu prosto w oczy. Miały taki śliczny odcień niebieskiego i zielonego. Poczułam jak drgnęło mi serce. Obróciłam się gwałtownie.
-Nie powinnaś tego robic...- powiedziałam do siebie i pomasowałam sobie skronie. Za dużo nerwów mnie to kosztowało. Postanowiłam, że zadzwonię do mojej przyjaciółki Bonnie. Była czarownicą. Wielokrotnie wyratowała mnie z opresji, a z drugiej strony nienawidziła Damona. Nie wiem za co....Przeciez nic jej nie zrobił. To prawda, był bezczelny, ale już taki był. Odebrała po dwóch sygnałach.
-Cześć Bonnie, tu Elena. - przywitałam sie.
-O, cześć El. Dawno się nie odzywałaś. - Bonnie odpowiedziała z lekkim wyrzutem w głosie.
-Przepraszam, ale musiałam pobyć sama....- wyszeptałam. Wzięłam do ręki ostatnie nasze wspólne zdjęcie.
- Ta samotność nazywa się Damon? - usłyszawszy to, zatkało mnie. Po raz pierwszy w ten sposób się do mnie odezwała.
-Właściwie co masz do niego?! - wzburzenie się we mnie gotowało.
-On jest wampirem. NIEBEZPIECZNYM. - podkreśliła słowo "niebezpiecznym".
-Nie znasz go! Nawet nie wiesz jaki jest! Jak mozesz?! Myślałam, że jesteś moją przyjaciółką! - wydarłam się na nią i trzasnęłam słuchawką. Łzy toczyły się po moich policzkach. Nie kontrolowałam się. Krzyknęłam i zaczęłam rozrzucać przedmioty. Lampa pękła na dwoje, lustro rozbiło się. Mój pokój wyglądał jak jedno wielkie pobojowisko. Ja sama stałam z rozwichrzonymi włosami pośrodku. Do pokoju wpadli Alaric i Damon. Alarica kompletnie przytkało.
-Co tu się wydarzyło? - spytał wstrząśnięty. Ja ledwo stałam na nogach.
-To co widzisz. Rozmowa z Bonnie zakończyła naszą przyjaźń.- burknęłam na niego i klapłam na niepościelone łóżko.
-Zostaw nas samych. - usłyszałam cichy, męski głos Damona. Rozszlochałam się. Drzwi się zamknęły. Szybko wycierałam oczy, aby nie zobaczył moich łez, lecz nie udało się. Kleknął przy mnie i odsunął moje ręce z mojej twarzy.
-Nie płacz. Ona nie jest tego warta. - jego poważne spojrzenie nieco mnie uspokoiło.
-Ale ona jest moją najlepszą przyjaciółką...- załkałam i wtuliłam sie w jego ramię.
-Nie myśl już o tym. Mam pomysł. Może pójdziemy na jakąś imprezę? Rozluźnisz się i przestaniesz o nich myśleć. - zaproponował mi chłopak.
-Nie wiem...- spuściłam wzrok i utkwiłam go w moich kolanach.
-Eleno, nie daj się dłużej prosić...- zamruczał, az ciarki przebiegły mi po plecach. Podniosłam wzrok. Wpatrywał się we mnie jak w świety obrazek.
-Przestań się tak na mnie gapić to pójde. - zagroziłam mu ze śmiechem. On tylko pocałował mnie przelotnie w usta.
-Czekam na ciebie na dole. - odrzekł z uśmiechem i wyszedł. Uśmiech nie schodził mi z twarzy. Westchnęłam i zaczęłam się szykować na imprezę.....
Odkąd Stefan wyjechał, nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Wszystkie miejsca, obok których przechodziłam przypominały mi Jego. Siedziałam więc w domu i poddawałam się temu co Damon nazwał "użalaniem się nad sobą". Wredny dupek. Nie wiedział co to jest miłość, jak ona boli. Kochał, to prawda, ale to było wieki temu. Teraz Katherine nie żyła więc mógł sobie darować te swoje żałosne zaczepki. Wzięłam do ręki swojego ulubionego misia, którego dostałam na urodziny od Stefana. Był taki słodki. Nagle w drzwiach mojego pokoju stanął Alaric.
-Jak się czujesz? - spytał z troskliwą miną.
-Bywało lepiej. - odpowiedziała zgodnie z prawdą. Usiadł obok mnie na łóżku.
-Wiem, jak to jest stracić ukochaną osobę...- zaczął. Wiedziałam o czego pił. Jego ukochana, Jenna zginęła w pożarze, który wywołał Klaus.
-Stefan żyje i czuję to. - pewność siebie biła z mojego głosu.
-Damon dzwonił. - zmienił temat Saltzman.
-Czego chciał ten żałosny dupek? - spojrzałam w okno.
-On zaraz tu będzie. - zakomunikował mi. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Jak on mógł?!
-Co?! - byłam w szoku. Ric zaprosił Damona! Akurat w chwili gdy nikogo nie chciałam widzieć.
-Nie możesz być sama....Nie wiem co ci do łba strzeli....-wyjaśniał mi pospiesznie Alaric. Patrzyłam na niego wściekła. Wyszedł pospiesznie z mojego pokoju, bo nie wiedziałam co mu zaraz zrobię. Po chwili usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi i głos Damona:
-Jest u siebie? - Alaric musiał potwierdzić, bo usłyszałam kroki na schodach. Mną aż telepało. Nie chciałam go widzieć! Juz podeszłam aby zamknąć drzwi, gdy Damona noga zablokowała mi drzwi.
-Oj nieładnie...-usłyszałam jego ironiczną wypowiedź. Stanęłam więc w progu ze zmarszczonymi brwiami i ustami zaciśniętymi w cienką linię.
-Czego chcesz? - warknęłam. Wpatrywał się we mnie tymi swoimi malachitowymi oczami z usmiechem na twarzy.
-Sprawdzić jak się czujesz....- odparł z tym samym głupim uśmiechem na twarzy. Miałam ochotę walnąć go w twarz.
-Bezczelny jesteś. - spojrzałam na niego spod byka.
-I za to kobiety mnie kochają...- za tą odpowiedź już miał dostać w twarz, gdy chwycił mnie za nadgarstek.
-Nawet nie próbuj. - szepnął do mnie z zimną furią na twarzy. W tej chwili się go przestraszyłam. Wiedziałam do czego jest zdolny, więc wolałam mu nic nie robić. Lecz jak tak na mnie patrzył z wściekłością nagle u mnie cały żal, smutek po odejściu Stefana minął. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Poczułam jak kręci mi się w głowie i upadam prosto w ramiona Damona.
-Elena, nic ci nie jest? - spytał z niepokojem. Otworzyłam oczy. Leżałam na łóżku. Jego silne ramiona oplatały mnie zewsząd tworząc jakby kokon.
-Nic, nic. Damon....- obróciłam się ku niemu, aby widzieć jego twarz. Pomiędzy jego brwiami pojawiła się pionowa zmarszczka.
-Chciałam cię przeprosić za to jak się zachowywałam w stosunku do ciebie. Nie zasługujesz na takie traktowanie. - wyznałam mu to prosto w twarz, gdy tak leżeliśmy na moim łóżku. Nie odpowiedział.
-Damon? - zaniepokoiłam się tym jego długim milczeniem. On chwycił moją twarz w swoje dłonie i łapczywie mnie pocałował. Nie przypominało to w niczym pocałunków ze Stefanem. Damon był natarczywy, a jednocześnie tak delikatny. Nie wiem co mi odbiło, ale odwzajemniłam go. Oplotłam jego szyję rękoma i przyciągnęłam go bardziej do siebie. Poczochrałam te jego kruczoczarne, niesforne włosy. Mruknął swoim aksamitnym barytonem przez co serce zaczęło walić mi jak oszalałe. Pewnie to usłyszał, bo zasmiał się cicho. Odsunął się ode mnie.
-Chyba za bardzo cię podniecam. - wstał z łóżka. Podparłam się na łokciach. Damon poprawiał sobie koszulę. Wyglądał tak seksownie w kolorze czarnym.
-Nie musisz mi się tak przypatrywać. - powiedział, zapinajac guziki. Na moich policzkach wykwitły rumieńce.Lubił jak czułam się nieco zażenowana.
-Patrzę, bo chcę. - odparłam z błyskiem w oku. Damon przypatrzył mi się uważnie.
-Czyżbym się przesłyszał? - uniósł brew. Nie odpowiedziałam....